To w zamian że musicie tak długo czekać na rozdziały (następny będzie niedługo, już jestem w połowie drogi ). Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku ! :)
_______________________________________________________
--Edward--
Obudził mnie donośny huk.
- Emmet !!!! - usłyszałem krzyk.
Niechętnie wstałem z łóżka. Dzisiaj było wyjątkowo chłodno, miałem ochotę z powrotem wskoczyć pod kołdrę, ale się przemogłem i nałożyłem wiszący na krześle szlafrok. Schodząc na dół coraz wyraźniej słyszałem rozgniewane głosy dobiegające z kuchni. Stojąc w drzwiach salonu zobaczyłem niecodzienny widok. Na podłodze leżały odłamki szkła i widać było plamy krwi. Ostrożnie przeszedłem przez pokój. Wchodząc do kuchni zobaczyłem Alice, której tata w tej chwili bandażował nogę i naburmuszonego Emmeta.
- Co tam się stało ?
Alice spojrzała na mnie.
- Ten kretyn upuścił salaterkę - powiedziała z zaciśniętymi zębami.
- Ej.. bez wyzwisk kazałaś mi przecież ją przynieść ! - jeszcze bardziej wkurzył się Emmet.
- Ale nie kazałam ci biec !!!
- Uspokójcie się. Emmet idź posprzątać szkło w salonie, zanim jeszcze ktoś się pokaleczy
Emmet oddalił się mrucząc coś pod nosem.
- Ciekawie zapowiadają się te święta - stwierdziłem.
- Jak tak dalej pójdzie to będziemy mieli płonącą choinkę - powiedziała Alice.
Tata skończył opatrywać Alice i wstał.
- Idę przypilnować Emmeta - powiedział kierując się ku drzwiom. - nie zbijcie mi tu niczego.
Rozejrzałem się po kuchni. Blat i stół obstawione były różnymi potrawami, ich zapach zachęcał do jedzenia, aż pociekła mi ślinka.
- Jak myślisz zorientują się jeśli trochę zabiorę z talerza - powiedziałem patrząc na sałatkę. Już po nią sięgałem gdy Alice mnie walnęła w rękę.
- Lepiej zjedz sobie kanapkę.
Westchnąłem i otworzyłem lodówkę. Nie chciało mi się robić kanapki więc wziąłem jogurt malinowy. Kiedy miałem już odchodzić od stołu przytrzymała mnie Alice
- Nie zapomniałeś o czymś ? - Alice trzymała w dłoni czerwoną tabletkę.
- Ah, tak - wziąłem ją i połknąłem - Dzięki.
Przeszedłem do salonu stała tam udekorowana przez nas choinka, a Emmet pod okiem taty zamiatał szkło.
- Tylko nie zapomnij go zebrać - rzuciłem na odchodnym.
Dla Emmeta miarka się przebrała i ruszył za mną w pościg.
- Dzień dobryyyy !!! - usłyszeliśmy głos. W przedpokoju stał Adam w kostiumie Mikołaja. - Proszę mi powiedzieć czy dzieciaczki były grzeczne.
- Oh... wcale - westchnęła teatralnie mama.
- Oj to nie dobrze, nie dobrze - Adam pokręcił głową.
Przeszliśmy do salonu, przebieraniec rozsiadł się wygodnie na fotelu.
- Oj, dzieciaczki będę musiał wam dać rózgę.
Adam skutecznie poprawił humor dla rodziców, a my mieliśmy świetny ubaw.
- Mikołaju, a czym ty tu przyjechałeś ? - zapytał Emmet.
- Czym prędzej Emciu, czym prędzej - Adam pociągnął Ema za policzek.
- Mikołaju a gdzie twój worek ? - Zapytałem Adama.
- Ho, ho, ho to historia na inny wieczór chłopczę, a jak nie chcecie dostać rózgi to poczęstujcie czymś Mikołaja.
- Oj, jak ta korupcja się szerzy, nawet ty Mikołaju - narzekał Emmet.
Poszliśmy wszyscy do jadalni gdzie czekał na nas świąteczny obiad. Posiłek minął w miłej atmosferze, w trakcie jedzenia barszczu Adam zrezygnował z noszenia brody, przez jedną małą plamkę. Potem zaczęliśmy śpiewać kolędy, jak zwykle Emmet strasznie fałszował.
czwartek, 24 grudnia 2015
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział 12 - Aktualny
To aktualna wersja, przez przypadek dodałam nie poprawiony rozdział i niestety zorientowałam się dopiero teraz.
_______________________________________________________
~Bella~
Weszłam do sali spodziewając się jak zwykle śpiącego Eda, ale zobaczyłam to o czym marzyłam od pięciu dni. Edward był całkiem przytomny i rozmawiał z Adamem. Zamurowało mnie, nie mogłam się poruszyć dopóki Eddie nie wypowiedział mojego imienia. Nie wyglądał dobrze, nadal był blady i raczej mizerny, ale piękny uśmiech na jego twarzy sprawił że motyle zawirowały mi w brzuchu.
- Eddie - rzuciłam się w jego stronę ale Adam złapał mnie i przytrzymał.
- Uważaj księżniczko bo zmiażdżysz śpiącego królewicza - Na ustach miał wredny uśmieszek.
Usłyszałam dzwonek telefonu, Adam mnie puścił, wyjął telefon, zerknął na wyświetlacz. Jego twarz spoważniała, nie mogłam odczytaj pozostałych emocji, ale to chyba było coś ważnego, może mi się wydawało ale zauważyłam że był lekko przerażony. Pewnie to moja wyobraźnia. Adam z pośpiechem skierował się ku drzwiom.
- Zostawię was samych, ale nie martwcie się, wrócę. - dodał na odchodnym.
Nastała krępująca cisza. Nie wiedziałam jak ją przerwać. Już nie myślałam o tajemniczym telefonie. W pewnym momencie Ed z wahaniem dotknął mojej dłoni. Zaskoczył mnie i wyraźnie czekał na moją reakcję. Niepewnie odwzajemniłam uścisk i posłałam mu swój uśmiech.
- I nie strasz mnie tak więcej. - to były jedyne słowa które przyszły mi w tej chwili do głowy.
-----Dwa tygodnie później-----
---Edward---
Właśnie spadł pierwszy śnieg. W tym roku wyjątkowo późno zaczęła się zima. Wpatrywałem się w okno w salonie, był już wieczór a w kominku wesoło trzaskał ogień. Chyba mnie jednemu w tym domu nie było do śmiechu. Nauczycielom odbiło, myślą że jak będą masowo robić sprawdziany przed feriami to poprawimy średnią. Eh.. tak na pewno, już prędzej mi się obniży niż podwyższy.
- Co masz taką ponurą minę ? Uśmiechnij się ! - Podeszła do mnie Bree i palcami próbowała ułożyć uśmiech na mojej twarzy. - Jest pięknie więc nie myśl że pozwolę ci siedzieć z taką miną.
Bree była chyba najbardziej uśmiechniętą osobą w tym domu. Uwielbiała zimę, a śnieg wywołał u niej stan euforii.
- Łatwo ci mówić, ty nie masz samych sprawdzianów - Powiedziałem zrezygnowanym głosem.
- Ferie już się zaczęły geniuszu - Roześmiała się. A mi szczenna opadła chyba aż to podłogi. - zamknij buzię bo ci mucha wleci - śmiejąc się zajęła na kanapie obok mnie. - powiedz co ty byś beze mnie zrobił.
- Zakuwałbym na śmierć
- Tak myślałam kujonie
Z mojego rodzeństwa to z Bree byłem najbliżej. Od zawsze było wiadomo że Alice trzyma się z Emmetem, a Bree ze mną.
- Jutro urządzimy bitwę na śnieżki - ciszę przerwała Bree.
- Ymm.. co ?
- Oh, Eddie, chyba poproszę tatę żeby zbadał ci słuch, teraz uważaj. Jutro. Będzie. Ubaw ! Zrozumiałeś ? - Uśmiech Bree stawał się coraz szerszy.
- Odbiór - potwierdziłem.
Wybuchliśmy nieopanowanym śmiechem. Po kilku chwilach Bree była już na podłodze.
- Trzeba będzie zwołać ekipę. - Oświadczyła Bree
- Tak, o ile nigdzie nie wyjeżdżają
- Bella wyjeżdża do swojej mamy ?
- Nie wiem...
- Ale za to na pewno będzie Adam - Dodała - A z nim na pewno będzie wesoło
- Nie da się zaprzeczyć.
Siedzieliśmy jeszcze długo przed kominkiem, ciepło płomieni muskało mnie po twarzy, zasypiając wiedziałem tylko jedno, jutro będzie ciekawy dzień.
_______________________________________________________
Przepraszam że rozdział jest dodany po tak długiej przerwie, ja sama jak zobaczyłam że to prawie miesiąc lekko się przeraziłam. W każdym razie rozdział jest, trochę krótki ale postaram się żeby następny był już dłuższy i porządniejszy bo jak wiecie niedługo będą ferie i będzie więcej czasu na pisanie. Ostatnio przeprowadziłam ankietę, ankieta było po to żeby zobaczyć czy by Wam się spodobało gdybym dodała coś paranormalnego, jednak nie obiecuję że to zrobię. Więc to na razie wszystko :)
_______________________________________________________
~Bella~
Weszłam do sali spodziewając się jak zwykle śpiącego Eda, ale zobaczyłam to o czym marzyłam od pięciu dni. Edward był całkiem przytomny i rozmawiał z Adamem. Zamurowało mnie, nie mogłam się poruszyć dopóki Eddie nie wypowiedział mojego imienia. Nie wyglądał dobrze, nadal był blady i raczej mizerny, ale piękny uśmiech na jego twarzy sprawił że motyle zawirowały mi w brzuchu.
- Eddie - rzuciłam się w jego stronę ale Adam złapał mnie i przytrzymał.
- Uważaj księżniczko bo zmiażdżysz śpiącego królewicza - Na ustach miał wredny uśmieszek.
Usłyszałam dzwonek telefonu, Adam mnie puścił, wyjął telefon, zerknął na wyświetlacz. Jego twarz spoważniała, nie mogłam odczytaj pozostałych emocji, ale to chyba było coś ważnego, może mi się wydawało ale zauważyłam że był lekko przerażony. Pewnie to moja wyobraźnia. Adam z pośpiechem skierował się ku drzwiom.
- Zostawię was samych, ale nie martwcie się, wrócę. - dodał na odchodnym.
Nastała krępująca cisza. Nie wiedziałam jak ją przerwać. Już nie myślałam o tajemniczym telefonie. W pewnym momencie Ed z wahaniem dotknął mojej dłoni. Zaskoczył mnie i wyraźnie czekał na moją reakcję. Niepewnie odwzajemniłam uścisk i posłałam mu swój uśmiech.
- I nie strasz mnie tak więcej. - to były jedyne słowa które przyszły mi w tej chwili do głowy.
-----Dwa tygodnie później-----
---Edward---
Właśnie spadł pierwszy śnieg. W tym roku wyjątkowo późno zaczęła się zima. Wpatrywałem się w okno w salonie, był już wieczór a w kominku wesoło trzaskał ogień. Chyba mnie jednemu w tym domu nie było do śmiechu. Nauczycielom odbiło, myślą że jak będą masowo robić sprawdziany przed feriami to poprawimy średnią. Eh.. tak na pewno, już prędzej mi się obniży niż podwyższy.
- Co masz taką ponurą minę ? Uśmiechnij się ! - Podeszła do mnie Bree i palcami próbowała ułożyć uśmiech na mojej twarzy. - Jest pięknie więc nie myśl że pozwolę ci siedzieć z taką miną.
Bree była chyba najbardziej uśmiechniętą osobą w tym domu. Uwielbiała zimę, a śnieg wywołał u niej stan euforii.
- Łatwo ci mówić, ty nie masz samych sprawdzianów - Powiedziałem zrezygnowanym głosem.
- Ferie już się zaczęły geniuszu - Roześmiała się. A mi szczenna opadła chyba aż to podłogi. - zamknij buzię bo ci mucha wleci - śmiejąc się zajęła na kanapie obok mnie. - powiedz co ty byś beze mnie zrobił.
- Zakuwałbym na śmierć
- Tak myślałam kujonie
Z mojego rodzeństwa to z Bree byłem najbliżej. Od zawsze było wiadomo że Alice trzyma się z Emmetem, a Bree ze mną.
- Jutro urządzimy bitwę na śnieżki - ciszę przerwała Bree.
- Ymm.. co ?
- Oh, Eddie, chyba poproszę tatę żeby zbadał ci słuch, teraz uważaj. Jutro. Będzie. Ubaw ! Zrozumiałeś ? - Uśmiech Bree stawał się coraz szerszy.
- Odbiór - potwierdziłem.
Wybuchliśmy nieopanowanym śmiechem. Po kilku chwilach Bree była już na podłodze.
- Trzeba będzie zwołać ekipę. - Oświadczyła Bree
- Tak, o ile nigdzie nie wyjeżdżają
- Bella wyjeżdża do swojej mamy ?
- Nie wiem...
- Ale za to na pewno będzie Adam - Dodała - A z nim na pewno będzie wesoło
- Nie da się zaprzeczyć.
Siedzieliśmy jeszcze długo przed kominkiem, ciepło płomieni muskało mnie po twarzy, zasypiając wiedziałem tylko jedno, jutro będzie ciekawy dzień.
_______________________________________________________
Przepraszam że rozdział jest dodany po tak długiej przerwie, ja sama jak zobaczyłam że to prawie miesiąc lekko się przeraziłam. W każdym razie rozdział jest, trochę krótki ale postaram się żeby następny był już dłuższy i porządniejszy bo jak wiecie niedługo będą ferie i będzie więcej czasu na pisanie. Ostatnio przeprowadziłam ankietę, ankieta było po to żeby zobaczyć czy by Wam się spodobało gdybym dodała coś paranormalnego, jednak nie obiecuję że to zrobię. Więc to na razie wszystko :)
poniedziałek, 16 listopada 2015
Rozdział 11
~Bella~
Szłam przez cmentarz. Było ciemno, księżyc w pełni rozświetlał rozsypujące się nagrobki spowite mgłą. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Nogi same prowadziły mnie w głąb cmentarza. W pewnym momencie pośród starych nagrobków zauważyłam jeden nowy, wykonany z białego marmuru. Na jego tablicy złotymi literami lśnił napis Edward Cullen. Nagle przy grobie pojawili się Adam i Alice, z ich ust wydobywały się tylko trzy słowa: "To twoja wina". Usłyszałam szyderczy śmiech i nawet nie wiem kiedy moje ciało zwróciło się w stronę miejsca z którego dochodził dźwięk. Stanęłam jak wryta a krzyk uwiązł mi w gardle. Zobaczyłam Edwarda, przeraźliwie bladego, z czerwonymi tęczówkami. W szyderczym uśmiechu odsłonił długie śnieżnobiałe kły i rzucił się do mojej szyi.
Obudziłam się z krzykiem. Byłam strasznie spocona a przed oczyma wciąż przelatywały mi obrazy ze snu. Była trzecia w nocy postanowiłam że spróbuję zasnąć ponownie. Jednak moja wyobraźnia miała inne plany. Przez jakiś czas leżałam z zamkniętymi oczami, ale wtedy widziałam przerażającą twarz Cullena. Potem je otworzyłam. Miałam wrażenie że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałam w kąt i zobaczyłam ludzką sylwetkę. Rzuciłam się żeby zapalić lampkę. Brawa dla wyobraźni. Postać w cieniu okazała się krzesłem ze stosem ubrań, które dziś rano wyrzuciłam z szafy. Zrezygnowana zapaliłam żyrandol i wzięłam telefon do ręki. Nic, żadnych wiadomości. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Siedziałam na łóżku i wgapiałam się w telefon. Czekanie jest irytujące. Może to dobrze że nie dzwonią, chociaż... . I tak mi mijały godziny, które trwały wieczność. Kiedy zaczęłam chodzić po domu z telefonem w ręce Charlie się wkurzył.
- Chowaj telefon jedziemy do Billego.
- Ale...
- Jak zadzwonią to sobie pojedziesz to tego szpitala, na razie kierunek La Push.
Niechętnie wzięłam kurtkę i wsiadłam do radiowozu Charliego. Jechaliśmy w ciszy. Może to dobrze że jedziemy do rezerwatu, jeszcze nie odwiedziłam Jake`a, a naprawdę sporo czasu się nie widzieliśmy. Ciekawe co u niego.
-- Edward--
Widziałem tylko ciemność. Nie czułem nic. Dookoła mnie słyszałem głosy, nie wiedziałem do kogo należą. Czasami jakiś obraz mignął mi przed oczami. Czy znowu to musi się dziać ? Czy muszę znowu to przechodzić ?
Otworzyłem oczy i natychmiast je zamknąłem. Światło raziło mnie w oczy. Zamrugałem jeszcze kilka razy. Wszystko mnie bolało. Byłem podłączony do aparatury medycznej.
- Obudziłeś się - Usłyszałem głos lekarza.
- Ile byłem nieprzytomny ?
- Pięć dni.
Byłem zaskoczony. Aż tak długo "spałem". Lekarz chyba zauważył przerażenie w moich oczach bo od razu dodał:
- To nie tak długo, niektórzy byli nieprzytomni wiele dłużej po takim ataku niż ty.
Nie za bardzo mnie tym uspokoił.
- Proszę pana co...
- Mówiłem ci żebyś do mnie mówił po imieniu.
- Robert... powiedz mi, co właściwie się stało. - Dziwnie było mi używać jego pełnego imienia. Robert leczył mnie od czasu kiedy zacząłem chorować, był wysokim mężczyzną, o brązowych siwiejących włosach i szarych oczach, zawsze na nosie nosił te swoje okulary które tak bardzo upodabniały go do Harrego Pottera.
Przybrał poważny wyraz twarzy, zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią.
- Najwyraźniej nasza terapia nie zadziałała.
Przeżyłem szok. Wiedziałem że może tak być ale z czasem zacząłem mieć nadzieję że wszystko będzie dobrze.
- W Jacksonville jest klinika która zajmuje się takimi przypadkami jak ty. Jesteś już w kolejce oczekujących, twoi rodzice złożyli już wniosek. Będziesz musiał tam zostać kilka miesięcy ale możliwe że wyjdziesz z tamtąd zdrowy.
- Kiedy wyjeżdżam ? - Nie mogłem uwierzyć... to było za piękne by było prawdziwe.
- W styczniu
Za miesiąc.
Nagle usłyszałem okropnie głośne trzaśnięcie drzwiami.
- EDDIE !!!!! - Adam prawie się na mnie rzucił za szczęścia.
- Może zostawię was samych - rzucił Robert wychodząc z sali.
- Nie wierzę że to mówię ale strasznie się o ciebie bałem
- powiedział kiedy rzucił się na mnie w przyjacielskim uścisku.
- Ja też nie wierzę że to słyszę - powiedziałem wesołym głosem.
- Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiliśmy.
- Domyślam się że przychodziłeś codziennie ? - zażartowałem.
- Oczywiście że tak, ale myślę że bardziej zainteresuje cię że Bella była tu nawet częściej od nas wszystkich. - powiedział z początku poważnie a potem z coraz bardziej wrednym uśmieszkiem.
A ja oczywiście musiałem się zarumienić czym jeszcze bardziej ubawiłem Adama.
- Na pewno niedługo tu wpadnie, zaraz kończą się lekcje powinna być za jakieś pół godziny. - powiedział patrząc na zegarek.
- Zerwałeś się z lekcji ?!
- Tak a co ?
- Wiesz czym to ci może grozić ?!
- Tak a co ?
- Dobra tym razem ci odpuszczę - powiedziałem słabym głosem. Ta rozmowa mnie lekko zmęczyła.
Drzwi się otworzyły. Kiedy zobaczyłem osobę która w nich stała moje serce przyśpieszyło, co musiała podkreślić podłączona pode mnie aparatura medyczna.
- Bella
Szłam przez cmentarz. Było ciemno, księżyc w pełni rozświetlał rozsypujące się nagrobki spowite mgłą. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Nogi same prowadziły mnie w głąb cmentarza. W pewnym momencie pośród starych nagrobków zauważyłam jeden nowy, wykonany z białego marmuru. Na jego tablicy złotymi literami lśnił napis Edward Cullen. Nagle przy grobie pojawili się Adam i Alice, z ich ust wydobywały się tylko trzy słowa: "To twoja wina". Usłyszałam szyderczy śmiech i nawet nie wiem kiedy moje ciało zwróciło się w stronę miejsca z którego dochodził dźwięk. Stanęłam jak wryta a krzyk uwiązł mi w gardle. Zobaczyłam Edwarda, przeraźliwie bladego, z czerwonymi tęczówkami. W szyderczym uśmiechu odsłonił długie śnieżnobiałe kły i rzucił się do mojej szyi.
Obudziłam się z krzykiem. Byłam strasznie spocona a przed oczyma wciąż przelatywały mi obrazy ze snu. Była trzecia w nocy postanowiłam że spróbuję zasnąć ponownie. Jednak moja wyobraźnia miała inne plany. Przez jakiś czas leżałam z zamkniętymi oczami, ale wtedy widziałam przerażającą twarz Cullena. Potem je otworzyłam. Miałam wrażenie że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałam w kąt i zobaczyłam ludzką sylwetkę. Rzuciłam się żeby zapalić lampkę. Brawa dla wyobraźni. Postać w cieniu okazała się krzesłem ze stosem ubrań, które dziś rano wyrzuciłam z szafy. Zrezygnowana zapaliłam żyrandol i wzięłam telefon do ręki. Nic, żadnych wiadomości. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Siedziałam na łóżku i wgapiałam się w telefon. Czekanie jest irytujące. Może to dobrze że nie dzwonią, chociaż... . I tak mi mijały godziny, które trwały wieczność. Kiedy zaczęłam chodzić po domu z telefonem w ręce Charlie się wkurzył.
- Chowaj telefon jedziemy do Billego.
- Ale...
- Jak zadzwonią to sobie pojedziesz to tego szpitala, na razie kierunek La Push.
Niechętnie wzięłam kurtkę i wsiadłam do radiowozu Charliego. Jechaliśmy w ciszy. Może to dobrze że jedziemy do rezerwatu, jeszcze nie odwiedziłam Jake`a, a naprawdę sporo czasu się nie widzieliśmy. Ciekawe co u niego.
-- Edward--
Widziałem tylko ciemność. Nie czułem nic. Dookoła mnie słyszałem głosy, nie wiedziałem do kogo należą. Czasami jakiś obraz mignął mi przed oczami. Czy znowu to musi się dziać ? Czy muszę znowu to przechodzić ?
Otworzyłem oczy i natychmiast je zamknąłem. Światło raziło mnie w oczy. Zamrugałem jeszcze kilka razy. Wszystko mnie bolało. Byłem podłączony do aparatury medycznej.
- Obudziłeś się - Usłyszałem głos lekarza.
- Ile byłem nieprzytomny ?
- Pięć dni.
Byłem zaskoczony. Aż tak długo "spałem". Lekarz chyba zauważył przerażenie w moich oczach bo od razu dodał:
- To nie tak długo, niektórzy byli nieprzytomni wiele dłużej po takim ataku niż ty.
Nie za bardzo mnie tym uspokoił.
- Proszę pana co...
- Mówiłem ci żebyś do mnie mówił po imieniu.
- Robert... powiedz mi, co właściwie się stało. - Dziwnie było mi używać jego pełnego imienia. Robert leczył mnie od czasu kiedy zacząłem chorować, był wysokim mężczyzną, o brązowych siwiejących włosach i szarych oczach, zawsze na nosie nosił te swoje okulary które tak bardzo upodabniały go do Harrego Pottera.
Przybrał poważny wyraz twarzy, zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią.
- Najwyraźniej nasza terapia nie zadziałała.
Przeżyłem szok. Wiedziałem że może tak być ale z czasem zacząłem mieć nadzieję że wszystko będzie dobrze.
- W Jacksonville jest klinika która zajmuje się takimi przypadkami jak ty. Jesteś już w kolejce oczekujących, twoi rodzice złożyli już wniosek. Będziesz musiał tam zostać kilka miesięcy ale możliwe że wyjdziesz z tamtąd zdrowy.
- Kiedy wyjeżdżam ? - Nie mogłem uwierzyć... to było za piękne by było prawdziwe.
- W styczniu
Za miesiąc.
Nagle usłyszałem okropnie głośne trzaśnięcie drzwiami.
- EDDIE !!!!! - Adam prawie się na mnie rzucił za szczęścia.
- Może zostawię was samych - rzucił Robert wychodząc z sali.
- Nie wierzę że to mówię ale strasznie się o ciebie bałem
- powiedział kiedy rzucił się na mnie w przyjacielskim uścisku.
- Ja też nie wierzę że to słyszę - powiedziałem wesołym głosem.
- Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiliśmy.
- Domyślam się że przychodziłeś codziennie ? - zażartowałem.
- Oczywiście że tak, ale myślę że bardziej zainteresuje cię że Bella była tu nawet częściej od nas wszystkich. - powiedział z początku poważnie a potem z coraz bardziej wrednym uśmieszkiem.
A ja oczywiście musiałem się zarumienić czym jeszcze bardziej ubawiłem Adama.
- Na pewno niedługo tu wpadnie, zaraz kończą się lekcje powinna być za jakieś pół godziny. - powiedział patrząc na zegarek.
- Zerwałeś się z lekcji ?!
- Tak a co ?
- Wiesz czym to ci może grozić ?!
- Tak a co ?
- Dobra tym razem ci odpuszczę - powiedziałem słabym głosem. Ta rozmowa mnie lekko zmęczyła.
Drzwi się otworzyły. Kiedy zobaczyłem osobę która w nich stała moje serce przyśpieszyło, co musiała podkreślić podłączona pode mnie aparatura medyczna.
- Bella
sobota, 31 października 2015
Rozdział 10
~ Bella ~
Jeszcze nigdy w życiu nie jechałam tak szybko. Domy rozmazywały mi się przed oczami. Moim celem był jedynie jak najszybszy dojazd do szpitala. Nie mogłam dogonić swoich myśli... Czemu się na nich obraziłam ? To była durnota, tylko się o mnie martwili a ja na nich naskoczyłam. Głupia, głupia, głupia !!! Nie, stop, skup się na drodze bo zaraz nie będziesz jechała samochodem tylko karetką.
W końcu dojechałam na miejsce. Wbiegłam do środka i od razu ruszyłam do recepcji. Oczywiście tradycja: "Pani z rodziny ?". I tak oto musiałam działać na własną rękę. Na szczęście spotkałam Sarah.
- Sarah, proszę powiedz mi gdzie jest Edward. - Błagałam ją. Byłam gotowa upaść na kolana.
- Chodź. - Pociągnęła mnie za rękę do windy. - Ed jest w ciężkim stanie, nie wiadomo jak to się skończy. - Powiedziała z ponurą miną.
- Co mu jest ?
- Nie wiem tego, zapytaj Adama albo Alice.
- Jesteś dziewczyną Adama i o nic się go nie zapytałaś ?
- Pytałam się, ale nic mi nie powiedział.
Wyszłyśmy z windy. Pod ostrym dyżurem stali Adam, Haleowie i Cullenowie. Matka Eda płakała. Podeszłam do nich razem z Sarah, i ze skruchą w głosie zwróciłam się do Alice i Emmeta.
- Bardzo was przepraszam, tak głupio się zachowałam...
- Nic się nie stało. - Odpowiedzieli mi.
Staliśmy tak bardzo długo, wpatrując się w drzwi ostrego dyżuru.
- Czemu... - Zapytałam ale mi przerwano.
- Eddie czuł się dobrze nie wiem czemu znowu... - Mama Eda powiedziała do mnie, ale nie zdążyła skończyć zdania bo zaniosła się większym płaczem.
Nie zapytałam się o nic więcej, wiedziałam że to nie jest najlepszy moment.
- Bello, wracaj do domu twój ojciec pewnie się o ciebie martwi. - Przerwał ciszę doktor Cullen.
- Myślę że mogę zostać jeszcze trochę. - Mówiąc trochę mam na myśli długo.
Zostałam i dalej nie mieliśmy wiadomości o stanie Edwarda. Na korytarzu panowała grobowa cisza. Byliśmy zbyt przejęci żeby rozmawiać. Tata Eda też nic nie wiedział o jego stanie, mimo że był tu lekarzem. Jasper i Rosalie wyszli najwcześniej ze szpitala, musieli dokończyć projekt na jutro, niechętnie odeszli. Kiedy zaczęłam robić się śpiąca spojrzałam na zegar. Była dwudziesta trzecia. Powinnam już iść, ale nie chciałam. Nagle odezwał się pan Cullen.
- Emmet, Alice, Bree jedźcie już, mama was zawiezie, Bello też jedź z nimi.
- Ale...
- Zadzwonię do ciebie jakby coś się wydarzyło - Powiedział doktor Cullen. - Do was też. - Spojrzał na Adama i Sarah.
Nie miałam siły się sprzeczać, więc kiedy tylko Cullenowie wstali podążyłam za nimi. Mama Edwarda poprosiła o klucze od mojego samochodu bo sama przyjechała ze swoim mężem. Po dwudziestu minutach byłam w domu. Nie mogłam spać, męczyłam się w łóżku dobre kilka godzin. Cały czas myślami byłam przy Edwardzie i to spędzało mi sen z powiek. Postanowiłam nałożyć słuchawki na uszy i wsłuchana w melodię piosenki nie wiem kiedy odpłynęłam.
Jeszcze nigdy w życiu nie jechałam tak szybko. Domy rozmazywały mi się przed oczami. Moim celem był jedynie jak najszybszy dojazd do szpitala. Nie mogłam dogonić swoich myśli... Czemu się na nich obraziłam ? To była durnota, tylko się o mnie martwili a ja na nich naskoczyłam. Głupia, głupia, głupia !!! Nie, stop, skup się na drodze bo zaraz nie będziesz jechała samochodem tylko karetką.
W końcu dojechałam na miejsce. Wbiegłam do środka i od razu ruszyłam do recepcji. Oczywiście tradycja: "Pani z rodziny ?". I tak oto musiałam działać na własną rękę. Na szczęście spotkałam Sarah.
- Sarah, proszę powiedz mi gdzie jest Edward. - Błagałam ją. Byłam gotowa upaść na kolana.
- Chodź. - Pociągnęła mnie za rękę do windy. - Ed jest w ciężkim stanie, nie wiadomo jak to się skończy. - Powiedziała z ponurą miną.
- Co mu jest ?
- Nie wiem tego, zapytaj Adama albo Alice.
- Jesteś dziewczyną Adama i o nic się go nie zapytałaś ?
- Pytałam się, ale nic mi nie powiedział.
Wyszłyśmy z windy. Pod ostrym dyżurem stali Adam, Haleowie i Cullenowie. Matka Eda płakała. Podeszłam do nich razem z Sarah, i ze skruchą w głosie zwróciłam się do Alice i Emmeta.
- Bardzo was przepraszam, tak głupio się zachowałam...
- Nic się nie stało. - Odpowiedzieli mi.
Staliśmy tak bardzo długo, wpatrując się w drzwi ostrego dyżuru.
- Czemu... - Zapytałam ale mi przerwano.
- Eddie czuł się dobrze nie wiem czemu znowu... - Mama Eda powiedziała do mnie, ale nie zdążyła skończyć zdania bo zaniosła się większym płaczem.
Nie zapytałam się o nic więcej, wiedziałam że to nie jest najlepszy moment.
- Bello, wracaj do domu twój ojciec pewnie się o ciebie martwi. - Przerwał ciszę doktor Cullen.
- Myślę że mogę zostać jeszcze trochę. - Mówiąc trochę mam na myśli długo.
Zostałam i dalej nie mieliśmy wiadomości o stanie Edwarda. Na korytarzu panowała grobowa cisza. Byliśmy zbyt przejęci żeby rozmawiać. Tata Eda też nic nie wiedział o jego stanie, mimo że był tu lekarzem. Jasper i Rosalie wyszli najwcześniej ze szpitala, musieli dokończyć projekt na jutro, niechętnie odeszli. Kiedy zaczęłam robić się śpiąca spojrzałam na zegar. Była dwudziesta trzecia. Powinnam już iść, ale nie chciałam. Nagle odezwał się pan Cullen.
- Emmet, Alice, Bree jedźcie już, mama was zawiezie, Bello też jedź z nimi.
- Ale...
- Zadzwonię do ciebie jakby coś się wydarzyło - Powiedział doktor Cullen. - Do was też. - Spojrzał na Adama i Sarah.
Nie miałam siły się sprzeczać, więc kiedy tylko Cullenowie wstali podążyłam za nimi. Mama Edwarda poprosiła o klucze od mojego samochodu bo sama przyjechała ze swoim mężem. Po dwudziestu minutach byłam w domu. Nie mogłam spać, męczyłam się w łóżku dobre kilka godzin. Cały czas myślami byłam przy Edwardzie i to spędzało mi sen z powiek. Postanowiłam nałożyć słuchawki na uszy i wsłuchana w melodię piosenki nie wiem kiedy odpłynęłam.
piątek, 23 października 2015
Rozdział 9
--- Edward ---
Bella od pewnego czasu dziwnie się zachowuje. Nie może mi się wydawać bo Alice i Emmet też tak mówią. W szkole jest nieobecna, nie, jest ale nie myślami. Widać że się martwi, a jak ona się martwi to martwię się i ja. Dzisiaj było tak samo, Bella wpada na Adama, w sumie nie powinienem się dziwić ale przed Adamem była reszta szkoły. Teraz ja, Alice i Emmet rozmawialiśmy o wydarzeniu które ma organizować samorząd, nikt nie wie co to będzie. Bella też z nami "rozmawiała".
- Halo! Ziemia do Belli. - Alice pomachała jej ręką przed oczami.
Zamrugała i chyba dopiero zdała sobie sprawę że z nią rozmawiamy, a raczej próbujemy.
- Co ? Przepraszam zamyśliłam się.
- Zamyśliłaś się ? Nie myślałem że kiedyś to od ciebie usłyszę. Więc o czym tak myślałaś ? - Wtrącił Emmet.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią wyczekująco.
- Nie wasza sprawa ! - Zdenerwowała się i poszła w stronę stołówki.
Dobra to już nie dziwne, to niepokojące, coś się działo a Bella ewidentnie nie chcę nam powiedzieć co. Weszliśmy do stołówki. Przy naszym stoliku siedział już Haleowie, Adam i Sarah, ale Belli nie było.
- Hej wszystkim ! Ktoś wie czemu Bella siedzi z bandą Newtona ? - Zapytał Adam.
- CO !? - wszyscy z tym samym pytaniem na ustach spojrzeliśmy na stolik Newtona. Tam Bella normalnie rozmawiała, śmiała się i starannie starała się nie patrzeć w naszą stronę.
Nie mogłem uwierzyć ! Tylko raz się zapytaliśmy co się stało a ona już tam. Jakby nie wiem o co byśmy się zapytali. Zraniło mnie to. Czyżby nam nie ufała ? Nagle bardzo źle się poczułem, dawno nie było aż tak źle, ciemniało mi przed oczami.Wiedziałem że znowu się zaczyna.
~ Bella ~
Zdenerwowana weszłam do stołówki. Minęłam szerokim łukiem stolik Cullenów i usiadłam z Mikiem co wywołało powszechne zdziwienie.
- Bella. Co się stało że nas zaszczyciłaś. - Odezwała się jadowitym głosem Lauren.
- Nie mogę tak po prostu dosiąść się do przyjaciół ? - Odezwałam się jak najsłodszym głosikiem.
- A tamci ? - Zapytał podejrzliwie Mike.
- A tamci co ? - Zapytałam z irytacją w głosie
- No wiesz przez ostatni miesiąc z nimi przesiadywałaś. - Wtrąciła wyraźnie zaciekawiona Jessica.
- No to najwyższy czas żebym z wami posiedziała. - Odpowiedziałam.
Jakimś cudem udało nam się rozluźnić atmosferę i nawet zaczęliśmy żartować. Starałam się nie patrzeć w stronę Cullenów. Co nie było proste. W końcu nie wytrzymałam. Cała ich paczka była w szoku, kiedy tylko na nich spojrzałam odwrócili głowy... wszyscy oprócz Edwarda. Nie potrafiłam opisać jak na mnie patrzył, to było to spojrzenie które wywołuje wrzuty sumienia. Nagle zbladł, zaczął osuwać się na krześle. Cały ich stolik był w szoku, ale nie tak jak ja. Alice wyjęła telefon a Emmet i Adam przełożyli sobie ręce Eda przez ramię i szybkim krokiem, wręcz biegiem wszyscy wyszli ze stołówki.
- Na co patrzysz ? - Zapytał Eric.
- Muszę iść. - Powiedziałam szybko i wybiegłam ze stołówki.
Zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję a ja nadal pędziłam korytarzami żeby jak najszybciej dostać się na dziedziniec.Coraz wyraźniej słychać było syrenę pogotowia. Wybiegłam na dziedziniec i zamarłam. Zobaczyłam jak kilku ratowników wnosi na noszach do karetki nieprzytomnego Eda. Miałam w głowie tylko jedną myśl: jechać razem z nimi ! Już wsiadałam do karetki kiedy ratownik mnie zatrzymał.
- Tylko rodzina.
Próbowałam protestować lecz i tak to nic nie dało. Biegiem wsiadłam do swojego samochodu i jechałam tak szybko jak jeszcze nigdy w życiu.
_______________________________________________________
Dziękuję dla mojej koleżanki z której pomocą udało mi się skończyć ten rozdział :). Proszę o Wasze opinie :).
Bella od pewnego czasu dziwnie się zachowuje. Nie może mi się wydawać bo Alice i Emmet też tak mówią. W szkole jest nieobecna, nie, jest ale nie myślami. Widać że się martwi, a jak ona się martwi to martwię się i ja. Dzisiaj było tak samo, Bella wpada na Adama, w sumie nie powinienem się dziwić ale przed Adamem była reszta szkoły. Teraz ja, Alice i Emmet rozmawialiśmy o wydarzeniu które ma organizować samorząd, nikt nie wie co to będzie. Bella też z nami "rozmawiała".
- Halo! Ziemia do Belli. - Alice pomachała jej ręką przed oczami.
Zamrugała i chyba dopiero zdała sobie sprawę że z nią rozmawiamy, a raczej próbujemy.
- Co ? Przepraszam zamyśliłam się.
- Zamyśliłaś się ? Nie myślałem że kiedyś to od ciebie usłyszę. Więc o czym tak myślałaś ? - Wtrącił Emmet.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią wyczekująco.
- Nie wasza sprawa ! - Zdenerwowała się i poszła w stronę stołówki.
Dobra to już nie dziwne, to niepokojące, coś się działo a Bella ewidentnie nie chcę nam powiedzieć co. Weszliśmy do stołówki. Przy naszym stoliku siedział już Haleowie, Adam i Sarah, ale Belli nie było.
- Hej wszystkim ! Ktoś wie czemu Bella siedzi z bandą Newtona ? - Zapytał Adam.
- CO !? - wszyscy z tym samym pytaniem na ustach spojrzeliśmy na stolik Newtona. Tam Bella normalnie rozmawiała, śmiała się i starannie starała się nie patrzeć w naszą stronę.
Nie mogłem uwierzyć ! Tylko raz się zapytaliśmy co się stało a ona już tam. Jakby nie wiem o co byśmy się zapytali. Zraniło mnie to. Czyżby nam nie ufała ? Nagle bardzo źle się poczułem, dawno nie było aż tak źle, ciemniało mi przed oczami.Wiedziałem że znowu się zaczyna.
~ Bella ~
Zdenerwowana weszłam do stołówki. Minęłam szerokim łukiem stolik Cullenów i usiadłam z Mikiem co wywołało powszechne zdziwienie.
- Bella. Co się stało że nas zaszczyciłaś. - Odezwała się jadowitym głosem Lauren.
- Nie mogę tak po prostu dosiąść się do przyjaciół ? - Odezwałam się jak najsłodszym głosikiem.
- A tamci ? - Zapytał podejrzliwie Mike.
- A tamci co ? - Zapytałam z irytacją w głosie
- No wiesz przez ostatni miesiąc z nimi przesiadywałaś. - Wtrąciła wyraźnie zaciekawiona Jessica.
- No to najwyższy czas żebym z wami posiedziała. - Odpowiedziałam.
Jakimś cudem udało nam się rozluźnić atmosferę i nawet zaczęliśmy żartować. Starałam się nie patrzeć w stronę Cullenów. Co nie było proste. W końcu nie wytrzymałam. Cała ich paczka była w szoku, kiedy tylko na nich spojrzałam odwrócili głowy... wszyscy oprócz Edwarda. Nie potrafiłam opisać jak na mnie patrzył, to było to spojrzenie które wywołuje wrzuty sumienia. Nagle zbladł, zaczął osuwać się na krześle. Cały ich stolik był w szoku, ale nie tak jak ja. Alice wyjęła telefon a Emmet i Adam przełożyli sobie ręce Eda przez ramię i szybkim krokiem, wręcz biegiem wszyscy wyszli ze stołówki.
- Na co patrzysz ? - Zapytał Eric.
- Muszę iść. - Powiedziałam szybko i wybiegłam ze stołówki.
Zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję a ja nadal pędziłam korytarzami żeby jak najszybciej dostać się na dziedziniec.Coraz wyraźniej słychać było syrenę pogotowia. Wybiegłam na dziedziniec i zamarłam. Zobaczyłam jak kilku ratowników wnosi na noszach do karetki nieprzytomnego Eda. Miałam w głowie tylko jedną myśl: jechać razem z nimi ! Już wsiadałam do karetki kiedy ratownik mnie zatrzymał.
- Tylko rodzina.
Próbowałam protestować lecz i tak to nic nie dało. Biegiem wsiadłam do swojego samochodu i jechałam tak szybko jak jeszcze nigdy w życiu.
_______________________________________________________
Dziękuję dla mojej koleżanki z której pomocą udało mi się skończyć ten rozdział :). Proszę o Wasze opinie :).
piątek, 16 października 2015
Info
Hej. Przepraszam że tak długo mnie nie było ale naprawdę nie mam czasu na pisanie, a do tego gdzieś w bałaganie na moim biurku zgubiłam wenę :( Rozdział spróbuję napisać jak najszybciej. Myślę że w przyszłym tygodniu ( o ile w szkole nie będzie niemiłych niespodzianek czyli sprawdzianów) rozdział powinien już się ukazać.
poniedziałek, 28 września 2015
Rozdział 8
Przy moim domu stał duży samochód. Charlie wykłócał się z dwoma mężczyznami. Podeszłam i usłyszałam tylko strzęp rozmowy:
- Panie Swan za długo już pan to ciągnie. - powiedział pierwszy mężczyzna, był wysoki i dobrze zbudowany.
- Dajcie mi jeszcze tydzień, Stan... - błagał tata.
- Charlie wiesz że już nie mogę. - odezwał się drugi facet, niejaki Stan.
- Tylko tydzień...
- Niestety dzisiaj musimy zrobić to za co nam płacą. - Przerwał mu pierwszy mężczyzna i przepychając się wszedł do środka, a za nim wszedł Stan.
Obserwowałam to wszystko ze szczytu schodów. Mężczyźni zaczęli wynosić telewizor. Musiałam natychmiast porozmawiać z tatą.
- Co się dzieję ? - zapytałam go.
- Oh, Bello... - zrobił pauzę - zadłużyłem się na dużą kwotę jakiś czas temu. Spłaciłem jej część ale to nadal za mało, odsetki rosną... - widać że był załamany.
- Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej ?
- Nie chciałem cię martwić, wydawałaś się taka szczęśliwa nie chciałem tego psuć.
- Tato... - przytuliłam go mocno.
Podszedł do nas Stan:
- Charlie, to nie wystarczy do spłacenia długu, wiesz jakie masz możliwości. - powiedział poważnym głosem. - Masz jeszcze trzy tygodnie.
Mężczyźni wsiedli do swojego czarnego samochodu i odjechali.
- Co teraz będzie ?
_______________________________________________________
Rozdział krótki, mam coraz mniej wolnego czasu więc nie mogę obiecać że rozdziały będą dodawane regularnie. Proszę o Wasze opinie :).
- Panie Swan za długo już pan to ciągnie. - powiedział pierwszy mężczyzna, był wysoki i dobrze zbudowany.
- Dajcie mi jeszcze tydzień, Stan... - błagał tata.
- Charlie wiesz że już nie mogę. - odezwał się drugi facet, niejaki Stan.
- Tylko tydzień...
- Niestety dzisiaj musimy zrobić to za co nam płacą. - Przerwał mu pierwszy mężczyzna i przepychając się wszedł do środka, a za nim wszedł Stan.
Obserwowałam to wszystko ze szczytu schodów. Mężczyźni zaczęli wynosić telewizor. Musiałam natychmiast porozmawiać z tatą.
- Co się dzieję ? - zapytałam go.
- Oh, Bello... - zrobił pauzę - zadłużyłem się na dużą kwotę jakiś czas temu. Spłaciłem jej część ale to nadal za mało, odsetki rosną... - widać że był załamany.
- Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej ?
- Nie chciałem cię martwić, wydawałaś się taka szczęśliwa nie chciałem tego psuć.
- Tato... - przytuliłam go mocno.
Podszedł do nas Stan:
- Charlie, to nie wystarczy do spłacenia długu, wiesz jakie masz możliwości. - powiedział poważnym głosem. - Masz jeszcze trzy tygodnie.
Mężczyźni wsiedli do swojego czarnego samochodu i odjechali.
- Co teraz będzie ?
_______________________________________________________
Rozdział krótki, mam coraz mniej wolnego czasu więc nie mogę obiecać że rozdziały będą dodawane regularnie. Proszę o Wasze opinie :).
poniedziałek, 21 września 2015
Rozdział 7
Z Cullenami przyjaźnię się już dwa miesiące. Nawet nie marzyłam o tym że będę częścią jakiejś paczki. Dzisiaj był chłodny listopadowy dzień. Nowość dla mnie wychowanej w upałach Arizony. Musiała kupić sobie wiele ciepłych ubrań przez co zostało mi mało kasy. Charlie ostatnio zachowywał się dziwnie, już nie tylko całe dnie i noce spędzał w pracy, był nieustannie podenerwowany, było widać że czymś się martwi. Kiedy tylko próbowałam z nim o tym porozmawiać zbywał mnie albo wykręcał się na 1000 sposobów.
Dzisiaj na lekcji wdż mieliśmy napisać gdzie chcielibyśmy pojechać na wycieczkę. Niestety to nauczycielka dobierała w grupy i zostałam w grupie tylko z Alice. W naszej grupie byli jeszcze 3 chłopcy David, Camill i Martin. Zaczęliśmy pisać bez ładu i składu, każdy coś dorzucił. Potem nadeszło najtrudniejsze... kto czyta.
- Ja pisałam - powiedziała Alice
- Dlatego przeczytasz - sprzeczał się z nią David
- Dobra to wyliczanka - zaproponował Camill
Po kilku wyliczankach Martin zaczął grać nie czysto:
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć... Bella !
- Jedenaście, dwanaście, trzynaście, czternaście, Martin - kontynuował David
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra koniec- ogłosiła nauczycielka
Wszyscy zaczęli czytać swoje prace. U nas skazaną na czytanie okazała się Alice.
- Podeszliście do tego bardzo realistycznie. - powiedziała nauczycielka
- Może tamta klasa będzie miała ciekawsze pomysły. - Skwitował Adam
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
- Ustawcie się pod szkołą dzisiaj mamy sprzątać las. - Przekrzykiwała tłum nauczycielka.
----W LESIE----
- Który to już worek ? - zapytałam.
Las był bardzo zaśmiecony. Chłopcy wynosili odkurzacze, zabawki, komputery... i inne niezidentyfikowane przedmioty.
- Szósty - Odpowiedział Eric.
Sześć worków. Uff.
- Ej !! Patrzcie wąż !! - Krzyknął Mike ze żmiją w dłoni.
Ja i inne dziewczyny odbiegłyśmy od niego z krzykiem.
- Hahah, nie bójcie się jest martwy - Powiedział wrzucając go do worka. No, oprócz tego węża nic straszniejszego nas nie spotkało.
Po szkole umówiłam się z naszą paczką na siłownie, ale kiedy tam dotarłam nie było Cami ani Lucasa. Wśród moich przyjaciół stał młody chłopak około 14 lat, chyba Meksykanin.
- Cześć Bella, to Diego Gonzalez, mój chłopak - przedstawiła nas sobie Bree.
- Miło poznać - przywitałam się
- Wzajemnie - odpowiedział
- Cami i Lucasa nie będzie - powiedziała Sarah, która przyjechała przed chwilą z Adamem w interesującym samochodzie. Chyba powoli podchodzi pod zabytek.
- Coś się stało - Zapytała Rose
- Cami pojechała do dziadków a Lucas ma grypę.
Poszliśmy w głąb siłowni. Emmet podnosił sztangi a Eddie był widownią. Uśmiechnął się na mój widok, kiedy tylko na niego spojrzałam zaparło mi dech w piersiach, chciałam jego bliskości, chciałam być przy nim już na zawsze. Po chwili czar prysł. Czemu tak o nim myślałam ? To przecież mój przyjaciel. Na razie, szepnął głos w mojej głowie.
- Adam wsiadasz na rower - zarządziła Alice
- Czemu ? - zapytał Adam
- Bo wszystko inne jest już zajęte - Powiedziała pokazując na resztę którzy zaczęli ćwiczyć już na różnych sprzętach.
Usiadłam obok Edwarda
- Czemy Bella nie ćwiczy ? - zapytał Alice z wyrzutem Adam
- Bella nie ma, ochoty a poza tym ktoś musi zabawiać Eddiego - odpowiedziała Alice
- Wielkie dzięki siostra - powiedział sarkastycznie Ed
- Nie ma za co, ja też z wami posiedzę i popodziwiam - powiedziała patrząc na Jaspera.
Siedziałam obok Eddiego, nie wiem czemu czułam się dziwnie skrępowana on chyba też, unikaliśmy się siebie wzrokiem. Siedzieliśmy tak kilkanaście minut. Nagle Alice krzyknęła:
- Adam co ty robisz ?
Adam siedział na rowerze pochylony do przodu i oczywiście nie pedałował.
- Zjeżdżam z górki - odpowiedział wesoło.
Nie mogliśmy się nie zaśmiać. Ze śmiechu Emmet upuścił podnoszoną sztangę i wszyscy musieliśmy biec mu na ratunek. Na prawdę nie było lekko. Wracaliśmy roześmiani samochodem Sarah bo oczywiście reszta była na piechotę. Nie wiem jak się tam zmieściliśmy w 10 osób ale udało się. Kiedy Sarah wjechała na podjazd po otworzeniu drzwi dosłownie wypadliśmy z samochodu.
Weszliśmy do domu Diega był mały ale przytulny i pięknie urządzony. W salonie siedzieli jego rodzice. Ojciec wysoki i siwy a mama niska i czarnowłosa. Było widać że są z Meksyku.
- Przeprowadziłeś kolegów ! - Jego mama wstała i z szerokim uśmiechem przywitała się z nami - Miło cię widzieć Bree. Ten chłopczyk to twój brat ? - Powiedziała patrząc na Eddiego. Śmiesznie to zabrzmiało.
- Tak to Eddie, a to mój drugi brat Emmet i siostra Alice.
- Was już znam - powiedziała kiwając na Hale`ów i Adama i Sarah - A ty to pewnie córka Charliego, Bella ?
- Tak prosze pani.
- Jesteś taka podobna do... w sumie do obojga rodziców.
- Dziękuję.
Poszliśmy za Diegiem na górę.
- Przyniosę wam kanapki.- oświadczyła mama Diega.
- Mamo nie...
- Przyniosę kanapki.- przerwała mu i poszła do kuchni.
Weszliśmy do pokoju Diega. Ściany były pomalowane na ciemny pomarańcz. Na parapecie stały kaktusy a ściany i meble były obklejone plakatami. Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kiedy przyszła pani Gonzalez, Diego oblał się rumieńcem. Oczywiście dzięki chłopcom kanapek nie było po 5 minutach.
_______________________________________________________
Wiem, wiem rozdział niezbyt udany :( .
Dzisiaj na lekcji wdż mieliśmy napisać gdzie chcielibyśmy pojechać na wycieczkę. Niestety to nauczycielka dobierała w grupy i zostałam w grupie tylko z Alice. W naszej grupie byli jeszcze 3 chłopcy David, Camill i Martin. Zaczęliśmy pisać bez ładu i składu, każdy coś dorzucił. Potem nadeszło najtrudniejsze... kto czyta.
- Ja pisałam - powiedziała Alice
- Dlatego przeczytasz - sprzeczał się z nią David
- Dobra to wyliczanka - zaproponował Camill
Po kilku wyliczankach Martin zaczął grać nie czysto:
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć... Bella !
- Jedenaście, dwanaście, trzynaście, czternaście, Martin - kontynuował David
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra koniec- ogłosiła nauczycielka
Wszyscy zaczęli czytać swoje prace. U nas skazaną na czytanie okazała się Alice.
- Podeszliście do tego bardzo realistycznie. - powiedziała nauczycielka
- Może tamta klasa będzie miała ciekawsze pomysły. - Skwitował Adam
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
- Ustawcie się pod szkołą dzisiaj mamy sprzątać las. - Przekrzykiwała tłum nauczycielka.
----W LESIE----
- Który to już worek ? - zapytałam.
Las był bardzo zaśmiecony. Chłopcy wynosili odkurzacze, zabawki, komputery... i inne niezidentyfikowane przedmioty.
- Szósty - Odpowiedział Eric.
Sześć worków. Uff.
- Ej !! Patrzcie wąż !! - Krzyknął Mike ze żmiją w dłoni.
Ja i inne dziewczyny odbiegłyśmy od niego z krzykiem.
- Hahah, nie bójcie się jest martwy - Powiedział wrzucając go do worka. No, oprócz tego węża nic straszniejszego nas nie spotkało.
Po szkole umówiłam się z naszą paczką na siłownie, ale kiedy tam dotarłam nie było Cami ani Lucasa. Wśród moich przyjaciół stał młody chłopak około 14 lat, chyba Meksykanin.
- Cześć Bella, to Diego Gonzalez, mój chłopak - przedstawiła nas sobie Bree.
- Miło poznać - przywitałam się
- Wzajemnie - odpowiedział
- Cami i Lucasa nie będzie - powiedziała Sarah, która przyjechała przed chwilą z Adamem w interesującym samochodzie. Chyba powoli podchodzi pod zabytek.
- Coś się stało - Zapytała Rose
- Cami pojechała do dziadków a Lucas ma grypę.
Poszliśmy w głąb siłowni. Emmet podnosił sztangi a Eddie był widownią. Uśmiechnął się na mój widok, kiedy tylko na niego spojrzałam zaparło mi dech w piersiach, chciałam jego bliskości, chciałam być przy nim już na zawsze. Po chwili czar prysł. Czemu tak o nim myślałam ? To przecież mój przyjaciel. Na razie, szepnął głos w mojej głowie.
- Adam wsiadasz na rower - zarządziła Alice
- Czemu ? - zapytał Adam
- Bo wszystko inne jest już zajęte - Powiedziała pokazując na resztę którzy zaczęli ćwiczyć już na różnych sprzętach.
Usiadłam obok Edwarda
- Czemy Bella nie ćwiczy ? - zapytał Alice z wyrzutem Adam
- Bella nie ma, ochoty a poza tym ktoś musi zabawiać Eddiego - odpowiedziała Alice
- Wielkie dzięki siostra - powiedział sarkastycznie Ed
- Nie ma za co, ja też z wami posiedzę i popodziwiam - powiedziała patrząc na Jaspera.
Siedziałam obok Eddiego, nie wiem czemu czułam się dziwnie skrępowana on chyba też, unikaliśmy się siebie wzrokiem. Siedzieliśmy tak kilkanaście minut. Nagle Alice krzyknęła:
- Adam co ty robisz ?
Adam siedział na rowerze pochylony do przodu i oczywiście nie pedałował.
- Zjeżdżam z górki - odpowiedział wesoło.
Nie mogliśmy się nie zaśmiać. Ze śmiechu Emmet upuścił podnoszoną sztangę i wszyscy musieliśmy biec mu na ratunek. Na prawdę nie było lekko. Wracaliśmy roześmiani samochodem Sarah bo oczywiście reszta była na piechotę. Nie wiem jak się tam zmieściliśmy w 10 osób ale udało się. Kiedy Sarah wjechała na podjazd po otworzeniu drzwi dosłownie wypadliśmy z samochodu.
Weszliśmy do domu Diega był mały ale przytulny i pięknie urządzony. W salonie siedzieli jego rodzice. Ojciec wysoki i siwy a mama niska i czarnowłosa. Było widać że są z Meksyku.
- Przeprowadziłeś kolegów ! - Jego mama wstała i z szerokim uśmiechem przywitała się z nami - Miło cię widzieć Bree. Ten chłopczyk to twój brat ? - Powiedziała patrząc na Eddiego. Śmiesznie to zabrzmiało.
- Tak to Eddie, a to mój drugi brat Emmet i siostra Alice.
- Was już znam - powiedziała kiwając na Hale`ów i Adama i Sarah - A ty to pewnie córka Charliego, Bella ?
- Tak prosze pani.
- Jesteś taka podobna do... w sumie do obojga rodziców.
- Dziękuję.
Poszliśmy za Diegiem na górę.
- Przyniosę wam kanapki.- oświadczyła mama Diega.
- Mamo nie...
- Przyniosę kanapki.- przerwała mu i poszła do kuchni.
Weszliśmy do pokoju Diega. Ściany były pomalowane na ciemny pomarańcz. Na parapecie stały kaktusy a ściany i meble były obklejone plakatami. Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kiedy przyszła pani Gonzalez, Diego oblał się rumieńcem. Oczywiście dzięki chłopcom kanapek nie było po 5 minutach.
_______________________________________________________
Wiem, wiem rozdział niezbyt udany :( .
poniedziałek, 14 września 2015
Rozdział 6
Nie będę wam opisywać początku bo zawsze ciekawiej jest poźniej ;)
Będą tu filmiki z YouTube.
W FILMIKACH CHODZI O TEKSTY PIOSENEK !!!!
_______________________________________________________
- E-ddie ! E-ddie ! E-ddie ! - krzyczeliśmy wszyscy
Siedzieliśmy przy ognisku. Było już ciemno a ognisko i noc stwarzały świetną atmosferę. Teraz gitara zawędrowała do Eda i potrzebował sporej zachęty żeby zacząć śpiewać.
- Co mam zaśpiewać ? - wydukał czerwony jak burak
- Cokolwiek ! - Wykrzyczał Emmet
- Dajesz ! - Wykrzyknęliśmy
Do Eda podeszła Bree i wyszeptała mu coś na ucho. Edward wziął gitarę i zaczął śpiewać
Zamurowało nas. Na początku był trochę zawstydzony ale z każdym słowem czuł się pewniej i było widać że lubi śpiewać. Kiedy skończył zaczęliśmy bić brawo.
- Mówiłam że dasz radę - Przytuliła go Bree.
Nie wiem czemu ale poczułam się zazdrosna.
- To co bis - Zapytałam, nie lubię śpiewać publicznie, co innego pod prysznicem
- Coś ty, teraz twoja kolej - podał mi gitarę
- Nie, masz piękny głos zaśpiewaj jeszcze raz - Próbuję się wykręcić
- Teraz ty
- Ale ja nie umiem - Tak, ale kłamać
- Zaraz się przekonamy
Biorę gitarę, parę wdechów, pewnie wyglądam jak pomidor... i zaczynam
Poszło mi całkiem nieźle.
- I ty mówisz że nie umiesz śpiewać kłamco ! - Oskarżycielsko powiedział Adam. Wiem że żartuje.
- W porównaniu z Eddiem to nic - mówię
- Coś ty ! Moglibyście stworzyć duet - Stwierdziła Camilla
W tym momencie Ed się rozkaszlał
- Chodźmy już do domu - powiedziała zmartwiona stanem brata Alice
Wszyscy wstaliśmy. Wiemy że lepiej dla Eddiego będzie jeśli teraz wejdziemy do domu. Emmet bierze wiadro wody i wylewa ją na ognisko. Tak gdzie przed chwilą był ogień zostało tylko kilka zwęglonych kawałków drewna. Weszliśmy do środka. Mieli przytulny dom, w salonie stał duży telewizor który czekał aż ktoś go włączy.
- Może coś obejrzymy ? - Zaproponował Lucas
Siadam na kanapie obok Eda który łykał właśnie tabletki. Obok nas siedzą Adam i Sarah. Bree, Cami i Luke siedzieli na podłodze. Jasper w fotelu z Alice na kolanach a Emmet tak samo tylko że z Rose.
- To co oglądamy ? - zapytałam
Cisza
- Annabelle - Stwierdził Emmet
Kiedy już sięgał po pilot wszystkie wykrzyknęłyśmy:
- NIE !
- Kto ma pilot ten ma władzę
- No weź przestań - powiedziała Alice
- Ostatnim razem była komedia romantyczna to tym razem będzie horror.- Uciął Emmet
Nienawidzę horrorów, szczególnie kukły mnie przerażają. Zaczęliśmy oglądać. Na początku oglądałam normalnie, potem stwierdziłam że zamknę oczy. Niestety otworzyłam je w takim momencie że z krzykiem wskoczyłam na kolana Edwarda i mocno go objęłam. Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół, już chciałam zejść kiedy spojrzałam na telewizor i uczepiłam się Eda jeszcze mocniej.
- Możesz tak zostać, nie przeszkadza mi to. - powiedział czule
Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
- Mam tego dość, wy sobie oglądajcie ja idę. - rzuciła Bree
- Poczekaj idę z tobą - ruszyłam za nią
- Tchórze !! - wykrzyczał za nami Emmet
Poszłam za Bree po schodach na górę do jej pokoju. Pokój nie był duży, ściany na których wisiały białe lampki choinkowe były pomalowane na ciemny brąz. Na drewnianej podłodze leżał kremowy puszysty dywan. W pokoju stało jeszcze biurko na którym stał laptop i szafa z ciemnego drewna. Usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się że mamy z Bree wspólne zainteresowania.
- Wiesz, podobasz się Eddiemu - rzuciła niespodziewanie Bree
Zarumieniłam się.
- Nie żartuję przy tobie jest taki... inny. - Zrobiła pauze - Kiedy 3 lata temu się tu wprowadziliśmy, Ed był w opłakanym stanie, pierwszy miesiąc przeleżał w łóżku, przypięty do kroplówki... bez chęci do życia. Potem zaczął chodzić do szkoły, polepszyło mu się ale był... nie wiem jak to powiedzieć... bez nadziei? zrozpaczony ? pusty ?... tego nie da się wyrazić słowami... . I tam w szkole spotkał Adama, szkolnego rozrabiakę - uśmiechnęła się - I wtedy wydawało się że wszystko wróciło do normy ale jednak nie, Adam rozbawiał go, dobrze się przy nim czuł ale dopiero teraz jak spotkał ciebie jest całkowicie sobą.
Zaskoczyła mnie tymi słowami.
- Bree jak... - zaczęłam ale w tym momencie do pokoju weszła reszta.
- Już skończyliście oglądać ?
- No tak, i chyba dzisiaj nie zasnę - powiedziała Rose
- A ja wyrzucę wszystkie marionetki - dodała Cami
- Już nigdy horrorów - powiedział Edward i padł obok mnie na łóżko.
- To co robimy ? - zapytała się Bree
- Gramy w butelkę ! - do pokoju weszła Alice z pustą butelką po coli.
- Jaką butelkę ? - zapytał Lucas
- Całowaną oczywiście - odpowiedziała Alice
Wszyscy usiedliśmy w kółko.
- Bree grasz ? - zapytała Rose
- Sama nie wiem...
- Siadaj, nic ci się nie stanie - powiedział przyjaźnie Adam.
Kiedy Bree dołączyła zaczęliśmy grać. Pierwszy kręcił Adam i padło na Emmeta.
- Jego nie pocałuje. - stanowczo powiedział Adam
- Jak ktoś wylosuje osobę tej samej płci albo z rodziny to całus przechodzi na lewo od tej osoby. - oświadczył Jasper.
Dla Adama ulżyło, z lewej strony Emmeta siedziała Sarah.
- No chodź - zachęcił ją
I po chwili całowali się tak że musieliśmy ich rozdzielać.
- Bella teraz ty kręcisz
Wzięłam butelkę i zakręciłam nią. Padło na Edwarda. Zarumieniłam się, Ed też. Wszyscy patrzyli na nas z entuzjazmem. Już mieliśmy się pocałować kiedy wszedł tata Eda. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
- Kończcie, już 1 w nocy. - oznajmił tonem którego nie można było zlekceważyć i wyszedł.
Zaczęliśmy chichotać.
- No dobra trzeba się kłaść - Wstał Jasper
- Sarah śpi ze mną - powiedział z uśmiechem na ustach Adam
- Dobra możesz z nią spać, ale jakby co to chcę być ojcem chrzestnym. - Rzucił Eddie.
Wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem
- Dobra to jak śpimy ? - zapytała Rose
- Bella i Sarah śpią ze mną - wyrzuciła jak z karabinu Bree
- Dobra więc, Rose i Cami śpicie u mnie - powiedziała Alice
- Adam zapraszam - powiedział Eddie
- Jasper, Luke ja was przygarnę - powiedział Emmet
- Jak zapalisz w moim pokoju to cię wyrzucę - ostrzegł Adama Edward.
Wszyscy wyszli, zostałyśmy tylko we trzy.
- To jak śpimy ? - zapytała Sarah
- Łóżko jest wystarczająco duże, zmieścimy się we trzy - stwierdziła Bree
Przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy do łóżka. Bree miała racje zmieściłyśmy się, ale było ciasno. Zasnęłyśmy po kilku minutach.
_______________________________________________________
Proszę o komentarze :)
Będą tu filmiki z YouTube.
W FILMIKACH CHODZI O TEKSTY PIOSENEK !!!!
_______________________________________________________
- E-ddie ! E-ddie ! E-ddie ! - krzyczeliśmy wszyscy
Siedzieliśmy przy ognisku. Było już ciemno a ognisko i noc stwarzały świetną atmosferę. Teraz gitara zawędrowała do Eda i potrzebował sporej zachęty żeby zacząć śpiewać.
- Co mam zaśpiewać ? - wydukał czerwony jak burak
- Cokolwiek ! - Wykrzyczał Emmet
- Dajesz ! - Wykrzyknęliśmy
Do Eda podeszła Bree i wyszeptała mu coś na ucho. Edward wziął gitarę i zaczął śpiewać
Zamurowało nas. Na początku był trochę zawstydzony ale z każdym słowem czuł się pewniej i było widać że lubi śpiewać. Kiedy skończył zaczęliśmy bić brawo.
- Mówiłam że dasz radę - Przytuliła go Bree.
Nie wiem czemu ale poczułam się zazdrosna.
- To co bis - Zapytałam, nie lubię śpiewać publicznie, co innego pod prysznicem
- Coś ty, teraz twoja kolej - podał mi gitarę
- Nie, masz piękny głos zaśpiewaj jeszcze raz - Próbuję się wykręcić
- Teraz ty
- Ale ja nie umiem - Tak, ale kłamać
- Zaraz się przekonamy
Biorę gitarę, parę wdechów, pewnie wyglądam jak pomidor... i zaczynam
Poszło mi całkiem nieźle.
- I ty mówisz że nie umiesz śpiewać kłamco ! - Oskarżycielsko powiedział Adam. Wiem że żartuje.
- W porównaniu z Eddiem to nic - mówię
- Coś ty ! Moglibyście stworzyć duet - Stwierdziła Camilla
W tym momencie Ed się rozkaszlał
- Chodźmy już do domu - powiedziała zmartwiona stanem brata Alice
Wszyscy wstaliśmy. Wiemy że lepiej dla Eddiego będzie jeśli teraz wejdziemy do domu. Emmet bierze wiadro wody i wylewa ją na ognisko. Tak gdzie przed chwilą był ogień zostało tylko kilka zwęglonych kawałków drewna. Weszliśmy do środka. Mieli przytulny dom, w salonie stał duży telewizor który czekał aż ktoś go włączy.
- Może coś obejrzymy ? - Zaproponował Lucas
Siadam na kanapie obok Eda który łykał właśnie tabletki. Obok nas siedzą Adam i Sarah. Bree, Cami i Luke siedzieli na podłodze. Jasper w fotelu z Alice na kolanach a Emmet tak samo tylko że z Rose.
- To co oglądamy ? - zapytałam
Cisza
- Annabelle - Stwierdził Emmet
Kiedy już sięgał po pilot wszystkie wykrzyknęłyśmy:
- NIE !
- Kto ma pilot ten ma władzę
- No weź przestań - powiedziała Alice
- Ostatnim razem była komedia romantyczna to tym razem będzie horror.- Uciął Emmet
Nienawidzę horrorów, szczególnie kukły mnie przerażają. Zaczęliśmy oglądać. Na początku oglądałam normalnie, potem stwierdziłam że zamknę oczy. Niestety otworzyłam je w takim momencie że z krzykiem wskoczyłam na kolana Edwarda i mocno go objęłam. Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół, już chciałam zejść kiedy spojrzałam na telewizor i uczepiłam się Eda jeszcze mocniej.
- Możesz tak zostać, nie przeszkadza mi to. - powiedział czule
Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
- Mam tego dość, wy sobie oglądajcie ja idę. - rzuciła Bree
- Poczekaj idę z tobą - ruszyłam za nią
- Tchórze !! - wykrzyczał za nami Emmet
Poszłam za Bree po schodach na górę do jej pokoju. Pokój nie był duży, ściany na których wisiały białe lampki choinkowe były pomalowane na ciemny brąz. Na drewnianej podłodze leżał kremowy puszysty dywan. W pokoju stało jeszcze biurko na którym stał laptop i szafa z ciemnego drewna. Usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się że mamy z Bree wspólne zainteresowania.
- Wiesz, podobasz się Eddiemu - rzuciła niespodziewanie Bree
Zarumieniłam się.
- Nie żartuję przy tobie jest taki... inny. - Zrobiła pauze - Kiedy 3 lata temu się tu wprowadziliśmy, Ed był w opłakanym stanie, pierwszy miesiąc przeleżał w łóżku, przypięty do kroplówki... bez chęci do życia. Potem zaczął chodzić do szkoły, polepszyło mu się ale był... nie wiem jak to powiedzieć... bez nadziei? zrozpaczony ? pusty ?... tego nie da się wyrazić słowami... . I tam w szkole spotkał Adama, szkolnego rozrabiakę - uśmiechnęła się - I wtedy wydawało się że wszystko wróciło do normy ale jednak nie, Adam rozbawiał go, dobrze się przy nim czuł ale dopiero teraz jak spotkał ciebie jest całkowicie sobą.
Zaskoczyła mnie tymi słowami.
- Bree jak... - zaczęłam ale w tym momencie do pokoju weszła reszta.
- Już skończyliście oglądać ?
- No tak, i chyba dzisiaj nie zasnę - powiedziała Rose
- A ja wyrzucę wszystkie marionetki - dodała Cami
- Już nigdy horrorów - powiedział Edward i padł obok mnie na łóżko.
- To co robimy ? - zapytała się Bree
- Gramy w butelkę ! - do pokoju weszła Alice z pustą butelką po coli.
- Jaką butelkę ? - zapytał Lucas
- Całowaną oczywiście - odpowiedziała Alice
Wszyscy usiedliśmy w kółko.
- Bree grasz ? - zapytała Rose
- Sama nie wiem...
- Siadaj, nic ci się nie stanie - powiedział przyjaźnie Adam.
Kiedy Bree dołączyła zaczęliśmy grać. Pierwszy kręcił Adam i padło na Emmeta.
- Jego nie pocałuje. - stanowczo powiedział Adam
- Jak ktoś wylosuje osobę tej samej płci albo z rodziny to całus przechodzi na lewo od tej osoby. - oświadczył Jasper.
Dla Adama ulżyło, z lewej strony Emmeta siedziała Sarah.
- No chodź - zachęcił ją
I po chwili całowali się tak że musieliśmy ich rozdzielać.
- Bella teraz ty kręcisz
Wzięłam butelkę i zakręciłam nią. Padło na Edwarda. Zarumieniłam się, Ed też. Wszyscy patrzyli na nas z entuzjazmem. Już mieliśmy się pocałować kiedy wszedł tata Eda. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
- Kończcie, już 1 w nocy. - oznajmił tonem którego nie można było zlekceważyć i wyszedł.
Zaczęliśmy chichotać.
- No dobra trzeba się kłaść - Wstał Jasper
- Sarah śpi ze mną - powiedział z uśmiechem na ustach Adam
- Dobra możesz z nią spać, ale jakby co to chcę być ojcem chrzestnym. - Rzucił Eddie.
Wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem
- Dobra to jak śpimy ? - zapytała Rose
- Bella i Sarah śpią ze mną - wyrzuciła jak z karabinu Bree
- Dobra więc, Rose i Cami śpicie u mnie - powiedziała Alice
- Adam zapraszam - powiedział Eddie
- Jasper, Luke ja was przygarnę - powiedział Emmet
- Jak zapalisz w moim pokoju to cię wyrzucę - ostrzegł Adama Edward.
Wszyscy wyszli, zostałyśmy tylko we trzy.
- To jak śpimy ? - zapytała Sarah
- Łóżko jest wystarczająco duże, zmieścimy się we trzy - stwierdziła Bree
Przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy do łóżka. Bree miała racje zmieściłyśmy się, ale było ciasno. Zasnęłyśmy po kilku minutach.
_______________________________________________________
Proszę o komentarze :)
wtorek, 8 września 2015
Rozdział 5
Dzień jednak nie zapowiadał się dobrze. Wstałam o siódmej obudzona dudnieniem deszczu. Może do wieczora się rozpogodzi... może. W tej chwili siedzę na krześle, słucham muzyki i patrzę za okno. Szaro, zimno i pada deszcz. Szanse że ognisko się odbędzie są raczej zerowe. Niestety. Do pokoju wszedł Charlie.
- Cześć - powiedział Charlie i zdjął mi słuchawki
- Cześć - odpowiedziałam smutnym głosem
- Co ty taka smutna ?
- Jest okropna pogoda - westchnęłam
- W Forks często pada.
- Jest szansa że dzisiaj się rozpogodzi ? - zapytałam z nadzieją
- Raczej nie.
- Aha
Spojrzałam na zegarek jest dziewiąta.
- Nie powinieneś być w pracy ?
- Idę wieczorem
Chciałam coś powiedzieć ale rozległ się dzwonek do drzwi i Charlie odszedł. Kiedy przechodził obok drzwi zapytałam się kto to był.
- Listonosz, przyniósł rachunki.
Do południa byłam zajęta czytaniem książki, po obiedzie oglądałam telewizję. Podczas kolejnej tandetnej telenoweli którą z nudów zaczęłam oglądać rozdzwonił się telefon. Charlie po chwili przyszedł do mnie ze słuchawką w ręku
- To do ciebie
Wzięłam od niego słuchawkę
- Halo
- Cześć Bella to ja Alice
- Hej Alice
- Dzwonię przypomnieć ci o imprezie
- Przecież to nie pogoda na ognisko
- Może do wieczora się rozpogodzi, a jak nie to wymyślimy coś innego... może piżama party...
- Alice...
- Wieczorem zadzwonię z konkretami, cześć
Rozłączyła się.
- Kto to był - zapytał tata
- Alice
- Jaka Alice?
- Cullen
- Cullen ?
- No tak.
- Czego chciała ?
- Nie ważne
- Mam trochę ryb do wypatroszenia, pomożesz mi ?
- Dobra- powiedziałam bez entuzjazmu
Teraz jestem tylko ja, Charlie i ryby. Powoli się rozpogadzało. O 17 zadzwonił telefon. Oczywiście to Alice.
- Wiec tak, będzie ognisko a potem nocowanie co ty na to ?
- Poczekaj.
Poszłam do pokoju w którym tata oglądał mecz.
- Mogę nocować u Cullenów.
- Co?
- Bo wiesz zaprosili mnie na imprezę i po tej imprezie wszyscy u nich nocują
- Kto tam będzie ?
- Cullenowie, Haleowie, Lucas Lightwood, Camila Hathaway, Adam Melrose i Sarah Melbourne
- Możesz iść
- Będę - powiedziałam do słuchawki
- Super
- Czekamy - Usłyszałam głos Emmeta w słuchawce.
Rozłączyłam i pobiegłam na górę się pakować. O 18:45 wsiadłam do samochodu i zgodnie z udzielonymi mi wcześnie przez tatę wskazówkami ruszyłam do Cullenów. Mieszkali na końcu Forks praktycznie w lesie. Kiedy wjechałam na podjazd podbiegła do mnie dziewczyna około 14 lat o bardzo długich brązowych włosach i dużych zielonych oczach.
- Bella tak ?
- Tak
- Jestem Bree Cullen
Bree zaprowadziła mnie na koniec podwórka skąd było bardzo blisko do lasu. Emmet i Jasper próbowali rozpalić ognisko, Edward rozmawiał z Adamem i Lucasem. Rosalie, Sarah i Camila stroiły gitarę. W tej chwili podeszła do mnie Alice
- Bella chodź, pomożesz nam
________________________________________________________
Rozdział miał być wczoraj ale nie zdążyłam go skończyć, miał być dłuższy ale jest jaki jest, po prostu mam mniej czasu. Rozdziały będą w poniedziałki najpóźniej we wtorki. Bardzo proszę o komentarze, chociaż 1 albo 2 ( więcej też można :D ).
- Cześć - powiedział Charlie i zdjął mi słuchawki
- Cześć - odpowiedziałam smutnym głosem
- Co ty taka smutna ?
- Jest okropna pogoda - westchnęłam
- W Forks często pada.
- Jest szansa że dzisiaj się rozpogodzi ? - zapytałam z nadzieją
- Raczej nie.
- Aha
Spojrzałam na zegarek jest dziewiąta.
- Nie powinieneś być w pracy ?
- Idę wieczorem
Chciałam coś powiedzieć ale rozległ się dzwonek do drzwi i Charlie odszedł. Kiedy przechodził obok drzwi zapytałam się kto to był.
- Listonosz, przyniósł rachunki.
Do południa byłam zajęta czytaniem książki, po obiedzie oglądałam telewizję. Podczas kolejnej tandetnej telenoweli którą z nudów zaczęłam oglądać rozdzwonił się telefon. Charlie po chwili przyszedł do mnie ze słuchawką w ręku
- To do ciebie
Wzięłam od niego słuchawkę
- Halo
- Cześć Bella to ja Alice
- Hej Alice
- Dzwonię przypomnieć ci o imprezie
- Przecież to nie pogoda na ognisko
- Może do wieczora się rozpogodzi, a jak nie to wymyślimy coś innego... może piżama party...
- Alice...
- Wieczorem zadzwonię z konkretami, cześć
Rozłączyła się.
- Kto to był - zapytał tata
- Alice
- Jaka Alice?
- Cullen
- Cullen ?
- No tak.
- Czego chciała ?
- Nie ważne
- Mam trochę ryb do wypatroszenia, pomożesz mi ?
- Dobra- powiedziałam bez entuzjazmu
Teraz jestem tylko ja, Charlie i ryby. Powoli się rozpogadzało. O 17 zadzwonił telefon. Oczywiście to Alice.
- Wiec tak, będzie ognisko a potem nocowanie co ty na to ?
- Poczekaj.
Poszłam do pokoju w którym tata oglądał mecz.
- Mogę nocować u Cullenów.
- Co?
- Bo wiesz zaprosili mnie na imprezę i po tej imprezie wszyscy u nich nocują
- Kto tam będzie ?
- Cullenowie, Haleowie, Lucas Lightwood, Camila Hathaway, Adam Melrose i Sarah Melbourne
- Możesz iść
- Będę - powiedziałam do słuchawki
- Super
- Czekamy - Usłyszałam głos Emmeta w słuchawce.
Rozłączyłam i pobiegłam na górę się pakować. O 18:45 wsiadłam do samochodu i zgodnie z udzielonymi mi wcześnie przez tatę wskazówkami ruszyłam do Cullenów. Mieszkali na końcu Forks praktycznie w lesie. Kiedy wjechałam na podjazd podbiegła do mnie dziewczyna około 14 lat o bardzo długich brązowych włosach i dużych zielonych oczach.
- Bella tak ?
- Tak
- Jestem Bree Cullen
Bree zaprowadziła mnie na koniec podwórka skąd było bardzo blisko do lasu. Emmet i Jasper próbowali rozpalić ognisko, Edward rozmawiał z Adamem i Lucasem. Rosalie, Sarah i Camila stroiły gitarę. W tej chwili podeszła do mnie Alice
- Bella chodź, pomożesz nam
________________________________________________________
Rozdział miał być wczoraj ale nie zdążyłam go skończyć, miał być dłuższy ale jest jaki jest, po prostu mam mniej czasu. Rozdziały będą w poniedziałki najpóźniej we wtorki. Bardzo proszę o komentarze, chociaż 1 albo 2 ( więcej też można :D ).
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Rozdział 4
Obudził mnie hałas dobiegający z kuchni. Zegarek pokazywał 5:45. Na palcach zaszłam po schodach i z telefonem w ręce weszłam do kuchni w której coraz wyraźniej było słychać że ktoś jest.
- Nie chciałem cie obudzić - Powiedział Charlie
- Napędziłeś mi stracha
- Przepraszam
- Kiedy wróciłeś ?
- Jakieś pół godziny temu
Pół godziny temu ?!
- Co się stało że siedzisz w pracy cały dzień i noc ? - powiedziałam z wyrzutem
- Mam dużo roboty
Nie umie kłamać.
- Na pewno !! - Powiedziałam za głośniej niż chciałam
- Nie takim tonem Isabello. Koniec rozmowy szykuj się już do szkoły.
- Ale...
- Powiedziałem coś !
Lepiej już z nim nie dyskutować bo da mi jakąś karę.Wyraźnie coś przede mną ukrywa. Poszłam na górę się ogarnąć a kiedy skończyłam była już siódma. Co ja tam tak długo robiłam ? Poszłam na dół zjeść śniadanie, Charlie spał na górze więc starałam się zachowywać jak najciszej żeby go nie obudzić i przy okazji jeszcze bardziej wkurzyć. Zdecydowałam się na płatki z mlekiem. Szybko je zjadłam i już wychodziłam z domu kiedy przypomniałam sobie że nie wzięłam plecaka, pognałam szybko na górę nie przejmując się Charliem bo jak się nie pośpiesze to się spóźnie do szkoły. Wbiegam do swojego pokoju łapię plecak i przeskakując co 3 stopnie docieram do drzwi, zamykam je na klucz i pędzę do samochodu. 10 minut do początku lekcji nie zdążę !!! 5 minut wjeżdżam na parking przy szkole. Równo z dzwonkiem wbiegam do klasy i otwierając plecak widzę że nie mam połowy książek. Edward siedzi za mną z Lucasem. Czuję że coś szturcha mnie w rękę. To Edward podaje mi właściwy zeszyt. No przecież !! Pożyczyłam mu zeszyty ! Z tego wszystkiego o tym zapomniałam ! Szybko wzięłam od niego zeszyt i zaczęłam pisać temat. Obok mnie siedział przystojny ciemny blondyn od którego śmierdziało papierosami.
- Pożyczyłaś zeszyty dla Eddiego ?
- Jesteś bardzo bystry
- Jestem Adam. A ty to Bella Swan
- Jesteś jasnowidzem, co nie ?
- Szczególnie po alkoholu
- Melrose dawno cię nie było przy tablicy a chyba dużo wiesz jak udzielasz rad koleżance - Powiedział nauczyciel.
Adam ze zbolałą miną wstał z krzesła i stanął przy tablicy.
- Przyda ci się jakieś towarzystwo... Cullen zapraszam. I może jeszcze Swan.
Podeszliśmy z Edem do tablicy
- Mamy naszą trójkę, zobaczymy jak tam praca domowa.
Kurde, mam nadzieję że Edward nie przepisał słowo w słowo. Nauczyciel zaczął czytać nasze notatki.
- Wasze prace są bardzo do siebie podobne.
Czyli Adam też skorzystał z mojego zeszytu.
- Dostajecie po 3, wasze prace są za bardzo do siebie podobne na wyższą ocenę...
I zaczęła się odpytka z historii, jestem słaba z tego przedmiotu, Edward jakoś sobie radził, ale Adam kompletne zero.
- Swan 3 +, Cullen 4 a Melrose pała.
PO LEKCJI
- Jak to się stało że Adam ma podobną prace do naszych ? - zapytałam Cullena
- Wiesz dałem mu na przerwie swój zeszyt, Adam to mój kumpel więc jak poprosił to mu dałem. A 3 z historii to dobra ocena.
- Wiem
STOŁÓWKA
- Bella chodź do nas - zawołał mnie Edward
Podeszłam do jego stolika przy którym siedziało jego rodzeństwo, Haleowie, Lucas, Adam i Camila.
- Siadaj - Powiedziała Alice
- Nie gryziemy - powiedział Emmet ze złowieszczym uśmiechem
Usiadłam pomiędzy Edwardem a Adamem
- To jest Alice, Emmet, Lucas i Camila - Przedstawił mi wszystkich po kolei Eddie
- Bella
- Córka komendanta o której huczy cała szkoła - Dopowiedział Adam
- Adam: komin spalarni śmieci tak nie kopci jak on - odezwał się Jasper
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem oprócz Adama.
- To nie jest śmieszne !
- Dla ciebie nie dla nas bardzo - wydusiła Rose
Podeszła do nas blondynka z tatuażem w kształcie róży na ramieniu
- Z czego tak się śmiejecie ?
- Oczywiście z Adama, Sarah.
- Bello to jest Sarah "tylko przyjaciółka" Adama. - Edward porozumiewawczo mrugnął jak to mówił
- Już oficjalnie jestem jego dziewczyną
Rozległy się oklaski i wiwaty wśród siedzących przy naszym stoliku
- Wow, Adam czemu nie powiedziałeś, co się stało że oficjalnie jesteś już w związku ? - odzwał się Lucas
- Wiesz kiedyś trzeba zrobić następny krok.
Dawno się tak dobrze nie czułam, chyba na stałe będę z nimi siedzieć. Spojrzałam w stronę stolika Mika i cała jego paczka łącznie z nim patrzyła w naszą stronę. Dziwnie się poczułam jakbym kogoś zdradziła ale nie trwało to długo.
- Chodźcie bo zaraz skończy się przerwa - rzuciła Camila
Wszyscy wstaliśmy i śmiejąc się poszliśmy w swoją stronę.
PO SZKOLE
Dom był zamknięty czyli Charlie jeszcze spał albo gdzieś wyjechał. W kuchni na stole leżała kartka
Jestem w pracy, wrócę późno, nie czekaj na mnie
Charlie
Czyli jest w pracy. Muszę z nim o tym poważnie porozmawiać. Zjadłam kanapkę i poszłam na górę odrobić lekcje, co z tego że jutro sobota. Kiedy rozwiązałam ostatnie zadanie rozległ się dzwonek do drzwi. Zeszłam po schodach i je otworzyłam. W drzwiach stał Edward Cullen.
- Cześć Bella, przejeżdżałem obok i pomyślałem że wpadne na chwilę.
- Hej, skąd wiesz gdzie mieszkam ?
- Każdy wie gdzie mieszka komendant Swan
- Wchodź, zapraszam
Poszliśmy do salonu
- Właściwie przyszedłem cię zaprosić na ognisko
- Ognisko ?
- Organizujemy taką małą imprezę dla przyjaciół jutro wieczorem. Będzie Jasper, Rosalie, Adam, Sarah, Lucas, Camila i moje rodzeństwo.
- Będę
- Twój tata nie ma nic przeciwko ?
- I tak całe dnie pracuje
- Składka po 5 zł, impreza zaczyna się o 19.
- Na pewno będę, poczekaj
Popędziłam na górę, sięgnęłam do skarbonki i poszłam na dół
- Masz tu swoje 5 zł
- Już jesteś na liście, teraz tylko musisz przyjść, a impreza będzie do późna
- Super
- Sorry, ale muszę iść zrobić zakupy bo mama mnie zabije - Powiedział wstając
- Dzięki za zaproszenie
- Nie ma sprawy. Cześć ! - Powiedział w drzwiach
- Cześć !
Jutro będzie ciekawy dzień.
---------------------------------------------------------------------------------
I następny rozdział za nami. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich którzy czytają mojego bloga. Nie mogę uwierzyć że wakacje zleciały tak szybko i znowu trzeba będzie się zrywać wcześnie rano do szkoły. Proszę o komy :)
- Nie chciałem cie obudzić - Powiedział Charlie
- Napędziłeś mi stracha
- Przepraszam
- Kiedy wróciłeś ?
- Jakieś pół godziny temu
Pół godziny temu ?!
- Co się stało że siedzisz w pracy cały dzień i noc ? - powiedziałam z wyrzutem
- Mam dużo roboty
Nie umie kłamać.
- Na pewno !! - Powiedziałam za głośniej niż chciałam
- Nie takim tonem Isabello. Koniec rozmowy szykuj się już do szkoły.
- Ale...
- Powiedziałem coś !
Lepiej już z nim nie dyskutować bo da mi jakąś karę.Wyraźnie coś przede mną ukrywa. Poszłam na górę się ogarnąć a kiedy skończyłam była już siódma. Co ja tam tak długo robiłam ? Poszłam na dół zjeść śniadanie, Charlie spał na górze więc starałam się zachowywać jak najciszej żeby go nie obudzić i przy okazji jeszcze bardziej wkurzyć. Zdecydowałam się na płatki z mlekiem. Szybko je zjadłam i już wychodziłam z domu kiedy przypomniałam sobie że nie wzięłam plecaka, pognałam szybko na górę nie przejmując się Charliem bo jak się nie pośpiesze to się spóźnie do szkoły. Wbiegam do swojego pokoju łapię plecak i przeskakując co 3 stopnie docieram do drzwi, zamykam je na klucz i pędzę do samochodu. 10 minut do początku lekcji nie zdążę !!! 5 minut wjeżdżam na parking przy szkole. Równo z dzwonkiem wbiegam do klasy i otwierając plecak widzę że nie mam połowy książek. Edward siedzi za mną z Lucasem. Czuję że coś szturcha mnie w rękę. To Edward podaje mi właściwy zeszyt. No przecież !! Pożyczyłam mu zeszyty ! Z tego wszystkiego o tym zapomniałam ! Szybko wzięłam od niego zeszyt i zaczęłam pisać temat. Obok mnie siedział przystojny ciemny blondyn od którego śmierdziało papierosami.
- Pożyczyłaś zeszyty dla Eddiego ?
- Jesteś bardzo bystry
- Jestem Adam. A ty to Bella Swan
- Jesteś jasnowidzem, co nie ?
- Szczególnie po alkoholu
- Melrose dawno cię nie było przy tablicy a chyba dużo wiesz jak udzielasz rad koleżance - Powiedział nauczyciel.
Adam ze zbolałą miną wstał z krzesła i stanął przy tablicy.
- Przyda ci się jakieś towarzystwo... Cullen zapraszam. I może jeszcze Swan.
Podeszliśmy z Edem do tablicy
- Mamy naszą trójkę, zobaczymy jak tam praca domowa.
Kurde, mam nadzieję że Edward nie przepisał słowo w słowo. Nauczyciel zaczął czytać nasze notatki.
- Wasze prace są bardzo do siebie podobne.
Czyli Adam też skorzystał z mojego zeszytu.
- Dostajecie po 3, wasze prace są za bardzo do siebie podobne na wyższą ocenę...
I zaczęła się odpytka z historii, jestem słaba z tego przedmiotu, Edward jakoś sobie radził, ale Adam kompletne zero.
- Swan 3 +, Cullen 4 a Melrose pała.
PO LEKCJI
- Jak to się stało że Adam ma podobną prace do naszych ? - zapytałam Cullena
- Wiesz dałem mu na przerwie swój zeszyt, Adam to mój kumpel więc jak poprosił to mu dałem. A 3 z historii to dobra ocena.
- Wiem
STOŁÓWKA
- Bella chodź do nas - zawołał mnie Edward
Podeszłam do jego stolika przy którym siedziało jego rodzeństwo, Haleowie, Lucas, Adam i Camila.
- Siadaj - Powiedziała Alice
- Nie gryziemy - powiedział Emmet ze złowieszczym uśmiechem
Usiadłam pomiędzy Edwardem a Adamem
- To jest Alice, Emmet, Lucas i Camila - Przedstawił mi wszystkich po kolei Eddie
- Bella
- Córka komendanta o której huczy cała szkoła - Dopowiedział Adam
- Adam: komin spalarni śmieci tak nie kopci jak on - odezwał się Jasper
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem oprócz Adama.
- To nie jest śmieszne !
- Dla ciebie nie dla nas bardzo - wydusiła Rose
Podeszła do nas blondynka z tatuażem w kształcie róży na ramieniu
- Z czego tak się śmiejecie ?
- Oczywiście z Adama, Sarah.
- Bello to jest Sarah "tylko przyjaciółka" Adama. - Edward porozumiewawczo mrugnął jak to mówił
- Już oficjalnie jestem jego dziewczyną
Rozległy się oklaski i wiwaty wśród siedzących przy naszym stoliku
- Wow, Adam czemu nie powiedziałeś, co się stało że oficjalnie jesteś już w związku ? - odzwał się Lucas
- Wiesz kiedyś trzeba zrobić następny krok.
Dawno się tak dobrze nie czułam, chyba na stałe będę z nimi siedzieć. Spojrzałam w stronę stolika Mika i cała jego paczka łącznie z nim patrzyła w naszą stronę. Dziwnie się poczułam jakbym kogoś zdradziła ale nie trwało to długo.
- Chodźcie bo zaraz skończy się przerwa - rzuciła Camila
Wszyscy wstaliśmy i śmiejąc się poszliśmy w swoją stronę.
PO SZKOLE
Dom był zamknięty czyli Charlie jeszcze spał albo gdzieś wyjechał. W kuchni na stole leżała kartka
Jestem w pracy, wrócę późno, nie czekaj na mnie
Charlie
Czyli jest w pracy. Muszę z nim o tym poważnie porozmawiać. Zjadłam kanapkę i poszłam na górę odrobić lekcje, co z tego że jutro sobota. Kiedy rozwiązałam ostatnie zadanie rozległ się dzwonek do drzwi. Zeszłam po schodach i je otworzyłam. W drzwiach stał Edward Cullen.
- Cześć Bella, przejeżdżałem obok i pomyślałem że wpadne na chwilę.
- Hej, skąd wiesz gdzie mieszkam ?
- Każdy wie gdzie mieszka komendant Swan
- Wchodź, zapraszam
Poszliśmy do salonu
- Właściwie przyszedłem cię zaprosić na ognisko
- Ognisko ?
- Organizujemy taką małą imprezę dla przyjaciół jutro wieczorem. Będzie Jasper, Rosalie, Adam, Sarah, Lucas, Camila i moje rodzeństwo.
- Będę
- Twój tata nie ma nic przeciwko ?
- I tak całe dnie pracuje
- Składka po 5 zł, impreza zaczyna się o 19.
- Na pewno będę, poczekaj
Popędziłam na górę, sięgnęłam do skarbonki i poszłam na dół
- Masz tu swoje 5 zł
- Już jesteś na liście, teraz tylko musisz przyjść, a impreza będzie do późna
- Super
- Sorry, ale muszę iść zrobić zakupy bo mama mnie zabije - Powiedział wstając
- Dzięki za zaproszenie
- Nie ma sprawy. Cześć ! - Powiedział w drzwiach
- Cześć !
Jutro będzie ciekawy dzień.
---------------------------------------------------------------------------------
I następny rozdział za nami. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich którzy czytają mojego bloga. Nie mogę uwierzyć że wakacje zleciały tak szybko i znowu trzeba będzie się zrywać wcześnie rano do szkoły. Proszę o komy :)
środa, 26 sierpnia 2015
Info
Od przyszłego tygodnia rozdziały będą dodawane raz na tydzień, jak będę miała czas to częściej.
Jeśli chcecie mogę napisać jeszcze jeden rozdział w tym tygodniu.
I byłoby miło gdyby ktoś komentował, jeśli ktokolwiek to czyta...
Jeśli chcecie mogę napisać jeszcze jeden rozdział w tym tygodniu.
I byłoby miło gdyby ktoś komentował, jeśli ktokolwiek to czyta...
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Rozdział 3
- Kto siedzi z rodzeństwem Hale ? - Przy Jasperze i Rosalie siedziało jeszcze pięć osób. Muskularny brunet i podobna do niego dziewczyna, blondyn o radosnej twarzy, dziewczyna o śniadej cerze i rudy chłopak który bardzo źle wyglądał, był chorobliwie blady, pod oczami miał sińce jego twarz była zmęczona.
- Emmet, Alice i Edward Cullen, Lucas Lightwood i Camila Hathaway - Odpowiedziała Angela - Emmet ten mięśniak to taki idiota, bliźniak Alice tej brunetki z krótkimi włosami, czasami zachowuje się jakby miała ADHD ale jest fajna, Lucas to ten blondyn jest miły a Camila jest trochę arogancka ale da się ją lubić. Edward jest w naszej klasie, poważnie choruje dlatego tak źle wygląda.
- Nie widziałam go dzisiaj na lekcjach
- Był u lekarza, jeździ średnio co miesiąc ale jak czuje się gorzej to częściej. Dzisiaj też był, dlatego go nie widziałaś.
- Ahaa
- Chodźcie bo się spóźnimy !! - Zerwał się Eric, i wszyscy pognaliśmy do swoich klas jako że były trzy klasy równoległe.
Ostatnią lekcją była biologia. Na szczęście nauczyciel nie kazał mi robić nic.
- Usiądź przy Cullenie - Powiedział.
Poszłam w stronę ławki gdzie siedział Edward, powitał mnie zmęczonym uśmiechem i powiedział:
- Cześć. Jestem Edward
- Bella - odwzajemniłam jego uśmiech.
Chciał jeszcze coś powiedzieć ale zaczęła się lekcja i bardzo dobrze mi znany temat.
- Zróbcie to z kolegami z ławki a pierwsza para która wykona zadanie dostanie szóstki.
Te szóstki były już moje i Eddiego jestem pewna, nawet jak on sobie nie poradzi to ja mogę odwalić całą robotę, a co ! Musieliśmy rozpoznać fazy mitozy z czubka korzenia cebuli łatwizna robiłam to już na trudniejszych roślinach. Dostaliśmy trzy preparaty, od razu wzięłam się do roboty.
- Masz zamiar wszystko zrobić sama - powiedział z uśmiechem Edward
- Już to robiłam - powiedziałam konspiracyjnym szeptem.
Zachichotał.
- Daj mi zobaczyć to chociaż zachowamy pozory - odszepnął
Podałam mu mikroskop.
- To ty jesteś córką komendanta Swana ?
- To pytanie słyszałam już dzisiaj 1000 razy i tak jestem, byłam i będę.
- Ale wiesz że każdy chce się upewnić ?
Teraz to ja się zaśmiałam
- Nie za wesoło wam - zwrócił nam uwagę nauczyciel.
Oboje spuściliśmy głowy i byliśmy cicho do końca lekcji. Ja badałam próbki, Edward zapisywał.
Skończyliśmy pierwsi i już mam jedną szóstkę. Jednak to nie był taki zły dzień. Po wyjściu z klasy zagadnął mnie Edward.
- Słuchaj możesz mi pożyczyć zeszyty z poprzednich lekcji ?
- Jasne nie ma sprawy
Podałam mu wszystko czego potrzebował.
- Nie ma pracy domowej ?
- Zrobiłam ją na przerwie.
- Dzięki. Cześć !
- Cześć !
Wyszłam na parking, wsiadłam do samochodu i odjechałam. Dom był zamknięty, więc wyjęłam klucz i otworzyłam drzwi. Zdjęłam kurtkę i buty, Ruszyłam do salonu i włączyłam telewizor. Po pewnym czasie zrobiłam się głodna więc zajrzałam do lodówki poszukać czegokolwiek do jedzenia. Zdecydowałam się na jajecznicę. Kiedy spojrzałam na zegarek byłam w szoku, 21.30 tak długo oglądałam telewizję ? Kurczę. Charlie jeszcze nie wrócił. Nie ma co na niego czekać dlatego poszłam się umyć a potem spać. Wzięłam książkę żeby się szybciej uśpić, "Wichrowe wzgórza" czytałam wiele razy więc nie pójdzie trudno. Zasnęłam po godzinie.
---------------------------------------------------------------------------------
Proszę o komentarze :) I pozdrawiam Belive ;)
- Emmet, Alice i Edward Cullen, Lucas Lightwood i Camila Hathaway - Odpowiedziała Angela - Emmet ten mięśniak to taki idiota, bliźniak Alice tej brunetki z krótkimi włosami, czasami zachowuje się jakby miała ADHD ale jest fajna, Lucas to ten blondyn jest miły a Camila jest trochę arogancka ale da się ją lubić. Edward jest w naszej klasie, poważnie choruje dlatego tak źle wygląda.
- Nie widziałam go dzisiaj na lekcjach
- Był u lekarza, jeździ średnio co miesiąc ale jak czuje się gorzej to częściej. Dzisiaj też był, dlatego go nie widziałaś.
- Ahaa
- Chodźcie bo się spóźnimy !! - Zerwał się Eric, i wszyscy pognaliśmy do swoich klas jako że były trzy klasy równoległe.
Ostatnią lekcją była biologia. Na szczęście nauczyciel nie kazał mi robić nic.
- Usiądź przy Cullenie - Powiedział.
Poszłam w stronę ławki gdzie siedział Edward, powitał mnie zmęczonym uśmiechem i powiedział:
- Cześć. Jestem Edward
- Bella - odwzajemniłam jego uśmiech.
Chciał jeszcze coś powiedzieć ale zaczęła się lekcja i bardzo dobrze mi znany temat.
- Zróbcie to z kolegami z ławki a pierwsza para która wykona zadanie dostanie szóstki.
Te szóstki były już moje i Eddiego jestem pewna, nawet jak on sobie nie poradzi to ja mogę odwalić całą robotę, a co ! Musieliśmy rozpoznać fazy mitozy z czubka korzenia cebuli łatwizna robiłam to już na trudniejszych roślinach. Dostaliśmy trzy preparaty, od razu wzięłam się do roboty.
- Masz zamiar wszystko zrobić sama - powiedział z uśmiechem Edward
- Już to robiłam - powiedziałam konspiracyjnym szeptem.
Zachichotał.
- Daj mi zobaczyć to chociaż zachowamy pozory - odszepnął
Podałam mu mikroskop.
- To ty jesteś córką komendanta Swana ?
- To pytanie słyszałam już dzisiaj 1000 razy i tak jestem, byłam i będę.
- Ale wiesz że każdy chce się upewnić ?
Teraz to ja się zaśmiałam
- Nie za wesoło wam - zwrócił nam uwagę nauczyciel.
Oboje spuściliśmy głowy i byliśmy cicho do końca lekcji. Ja badałam próbki, Edward zapisywał.
Skończyliśmy pierwsi i już mam jedną szóstkę. Jednak to nie był taki zły dzień. Po wyjściu z klasy zagadnął mnie Edward.
- Słuchaj możesz mi pożyczyć zeszyty z poprzednich lekcji ?
- Jasne nie ma sprawy
Podałam mu wszystko czego potrzebował.
- Nie ma pracy domowej ?
- Zrobiłam ją na przerwie.
- Dzięki. Cześć !
- Cześć !
Wyszłam na parking, wsiadłam do samochodu i odjechałam. Dom był zamknięty, więc wyjęłam klucz i otworzyłam drzwi. Zdjęłam kurtkę i buty, Ruszyłam do salonu i włączyłam telewizor. Po pewnym czasie zrobiłam się głodna więc zajrzałam do lodówki poszukać czegokolwiek do jedzenia. Zdecydowałam się na jajecznicę. Kiedy spojrzałam na zegarek byłam w szoku, 21.30 tak długo oglądałam telewizję ? Kurczę. Charlie jeszcze nie wrócił. Nie ma co na niego czekać dlatego poszłam się umyć a potem spać. Wzięłam książkę żeby się szybciej uśpić, "Wichrowe wzgórza" czytałam wiele razy więc nie pójdzie trudno. Zasnęłam po godzinie.
---------------------------------------------------------------------------------
Proszę o komentarze :) I pozdrawiam Belive ;)
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział 2
Noc była okropna, nie musiałam być jak zwykle budzona przez budzik. Ubrałam się i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Charliego nie było, na stole leżała kartka:
Musiałem pojechać wcześniej do pracy, wrócę wieczorem i nie zapomnij zamknąć domu.
Charlie
Obok leżał klucz. Czyli po szkole czeka mnie kilka godzin pięknej samotności. Na śniadanie zjadłam płatki z mlekiem, i w ciepłej kurtce wyszłam z domu. Było okropnie zimno, mżyło wszędzie było błoto i wszystko spowijała cienka mgła. Wsiadłam do samochodu i dzięki Bogu było tam ogrzewanie. Mam wrażenie że jadę wieczność, mokre drogi i do tego muszę się rozglądać za szkołą. Kiedy wreszcie ją znajduję nie mogę uwierzyć, tak bardzo się różni od szkoły w Phoenix. Przede wszystkim nie ucieszył mnie fakt że są dwa budynki. Teraz problem który wybrać. Stoję i gapię się jak jakaś idiotka, kiedy podchodzi do mnie dziewczyna w okularach.
- Cześć jestem Angela.
- Bella
- Ty jesteś córką komendanta, tak ? Szukasz sekretariatu ?
- Noo...
- To tam.
Angela pokazała mi budynek po mojej lewej stronie.
- Muszę już iść na lekcje, do zobaczenia !
- Cześć.
Weszłam do środka i na szczęście widzę rozpiskę, i już wiem że czekają na mnie schody...
- Ty pewnie jesteś Isabella Swan - Na wstępie powitała mnie sekretarka. Nie cierpię swojego pełnego imienia.
- Bella
- To twój plan lekcji. Poczekaj, znajdę kogoś kto cię oprowadzi.
Nie było jej dłuższą chwilę. Przyprowadziła chłopca, blondyna o sympatycznej twarzy.
- To jest Mike Newton, jesteście w jednej klasie pokaże ci co i jak.
Pierwszą mieliśmy chemię, nie lubię tego przedmiotu, kiedyś moja koleżanka Marica podpaliła mi na nim włosy...
- Więc jesteś córką komendanta Swana, Isabellą.
- Bellą
- Twoje pełne imię bardziej mi się podoba - uśmiechnął się szelmowsko.
Czy on ze mną flirtuje ? Na szczęście rozległ się dzwonek i ruszyliśmy na lekcję. I się zaczęło: przedstaw się, opowiedz coś o sobie... na każdej lekcji ta sama śpiewka.
Nie źle, zgubiłam Mika. Chodzę w nosem w mapce kiedy na coś wpadam i się przewracam.
- Nic ci się nie stało - powiedział blondyn na którego wpadłam.
- Nic, dzięki
- Jestem Jasper, a to moja siostra Rosalie - Pokazał na blondynkę która podeszła do nas w tej chwili. Była naprawdę ładna a jej brat przystojny.
- Bella
- Bella tu jesteś szukałem cię !!! - nie wiadomo skąd pojawił się Mike.
- Cześć Hale - zwrócił się do Jaspera.
- Cześć Newton. - Odpowiedział mu i odszedł
- Wy się chyba nie lubicie z Jasperem ?
- Yyyy...wytłumaczę ci później, chodź na stołówkę.
Wziął mnie za rękę i ciągnął za sobą, jakby się bał że mu ucieknę.
- Część, to Bella - Przedstawił mnie czwórce swoich przyjaciół i zaskoczona zobaczyłam tam Angele
- Bello to Jessica, Lauren, Eric i Angela. - Z uśmiechem przywitali się ze mną wszyscy, oprócz Lauren która miała minę która bardzo mi się nie podobała.
- Kto siedzi z rodzeństwem Hale ?
---------------------------------------------------------------------------------
Czekam na komy i dziękuję Ci Belive, gdyby nie ty ten rozdział by się nie pojawił w najbliższym czasie, nawet nie wiecie jak takie komentarze motywują, dlatego proszę jak ktoś to czyta niech zostawi chociaż mały komentarz. Będzie kilka takich spokojnych rozdziałów ale potem... zresztą sami zobaczycie :)
Musiałem pojechać wcześniej do pracy, wrócę wieczorem i nie zapomnij zamknąć domu.
Charlie
Obok leżał klucz. Czyli po szkole czeka mnie kilka godzin pięknej samotności. Na śniadanie zjadłam płatki z mlekiem, i w ciepłej kurtce wyszłam z domu. Było okropnie zimno, mżyło wszędzie było błoto i wszystko spowijała cienka mgła. Wsiadłam do samochodu i dzięki Bogu było tam ogrzewanie. Mam wrażenie że jadę wieczność, mokre drogi i do tego muszę się rozglądać za szkołą. Kiedy wreszcie ją znajduję nie mogę uwierzyć, tak bardzo się różni od szkoły w Phoenix. Przede wszystkim nie ucieszył mnie fakt że są dwa budynki. Teraz problem który wybrać. Stoję i gapię się jak jakaś idiotka, kiedy podchodzi do mnie dziewczyna w okularach.
- Cześć jestem Angela.
- Bella
- Ty jesteś córką komendanta, tak ? Szukasz sekretariatu ?
- Noo...
- To tam.
Angela pokazała mi budynek po mojej lewej stronie.
- Muszę już iść na lekcje, do zobaczenia !
- Cześć.
Weszłam do środka i na szczęście widzę rozpiskę, i już wiem że czekają na mnie schody...
- Ty pewnie jesteś Isabella Swan - Na wstępie powitała mnie sekretarka. Nie cierpię swojego pełnego imienia.
- Bella
- To twój plan lekcji. Poczekaj, znajdę kogoś kto cię oprowadzi.
Nie było jej dłuższą chwilę. Przyprowadziła chłopca, blondyna o sympatycznej twarzy.
- To jest Mike Newton, jesteście w jednej klasie pokaże ci co i jak.
Pierwszą mieliśmy chemię, nie lubię tego przedmiotu, kiedyś moja koleżanka Marica podpaliła mi na nim włosy...
- Więc jesteś córką komendanta Swana, Isabellą.
- Bellą
- Twoje pełne imię bardziej mi się podoba - uśmiechnął się szelmowsko.
Czy on ze mną flirtuje ? Na szczęście rozległ się dzwonek i ruszyliśmy na lekcję. I się zaczęło: przedstaw się, opowiedz coś o sobie... na każdej lekcji ta sama śpiewka.
Nie źle, zgubiłam Mika. Chodzę w nosem w mapce kiedy na coś wpadam i się przewracam.
- Nic ci się nie stało - powiedział blondyn na którego wpadłam.
- Nic, dzięki
- Jestem Jasper, a to moja siostra Rosalie - Pokazał na blondynkę która podeszła do nas w tej chwili. Była naprawdę ładna a jej brat przystojny.
- Bella
- Bella tu jesteś szukałem cię !!! - nie wiadomo skąd pojawił się Mike.
- Cześć Hale - zwrócił się do Jaspera.
- Cześć Newton. - Odpowiedział mu i odszedł
- Wy się chyba nie lubicie z Jasperem ?
- Yyyy...wytłumaczę ci później, chodź na stołówkę.
Wziął mnie za rękę i ciągnął za sobą, jakby się bał że mu ucieknę.
- Część, to Bella - Przedstawił mnie czwórce swoich przyjaciół i zaskoczona zobaczyłam tam Angele
- Bello to Jessica, Lauren, Eric i Angela. - Z uśmiechem przywitali się ze mną wszyscy, oprócz Lauren która miała minę która bardzo mi się nie podobała.
- Kto siedzi z rodzeństwem Hale ?
---------------------------------------------------------------------------------
Czekam na komy i dziękuję Ci Belive, gdyby nie ty ten rozdział by się nie pojawił w najbliższym czasie, nawet nie wiecie jak takie komentarze motywują, dlatego proszę jak ktoś to czyta niech zostawi chociaż mały komentarz. Będzie kilka takich spokojnych rozdziałów ale potem... zresztą sami zobaczycie :)
piątek, 14 sierpnia 2015
Rozdział 1
Forks. Ponure miasteczko gdzie jest zimno i non stop pada. Nie lubię takiego
klimatu lubię ciepło Phoenix, ale zdecydowałam się zamieszkać w tym miasteczku
dla mamy. Phil mój ojczym jest bejsbolistą i do tej pory kiedy on podróżował,
mama zostawała ze mną w domu i wiedziałam że nie jest tym faktem szczęśliwa,
ale teraz ja zamieszkam u mojego taty Charliego.
"Bello pamiętaj, nie musisz tego robić" mówiła mi chyba ze sto razy kiedy wyjeżdżałam. Teraz jadę policyjnym radiowozem mojego taty do swojego nowego domu. Charlie i ja właściwie nie wiele rozmawiamy w trakcie drogi, głównie to pyta mnie o samopoczucie, jak minął lot itp.
- Bells mam dla ciebie prezent.- powiedział Charlie kiedy wyszliśmy z radiowozu na podwórko.- Tylko zamknij oczy.
Co mam do stracenia. Zamykam więc oczy, ale Charlie dla pewności zawiązuje je chustą. Czuję że idę po betonie a kiedy tata otwiera drzwi czuję charakterystyczny zapach benzyny i już wiem jaki to prezent. Tata zdejmuje chustę i widzę samochód nie najnowszy ale samochód. Skąd wziął na niego pieniądze?! Mam nadzieję nie wziął kredytu !
- Dziękuję... nie trzeba było...
- Daj spokój, przecież nie będę cię woził do szkoły radiowozem, a poza tym większość dzieciaków ma swoje samochody więc czemu ty masz być gorsza. - Przerwał mi tata
- Ale...
- Już wszystko załatwione zwrotów nie ma.
- Nie zadłużyłeś się prawda ? – Rzuciłam groźnie
- Nie. Odkupiłem go od Billego
- Dziękuję. – Rzuciłam się ba szyję dla Charliego.
- Przestań bo mnie udusisz Bells.
Razem weszliśmy do domu i od razu widzę że nic się nie zmieniło od mojej poprzedniej wizyty.
-Kupiłem pizzę zaraz ją wstawię do piekarnika, wytrzymasz 10 minut ?
- Wytrzymam
- Twój pokój jest tam gdzie zawsze, dasz radę wnieść sama swoje bagaże? Bo jak ja odejdę od piekarnika to nie będziemy jeść pizzy tylko węgiel.
- Dam sobie radę
Nie mam dużo bagażu, głównie ciuchy ale i tak robię dwa kursy po schodach. Mój pokój jest taki jak zapamiętałam błękitne ściany drewniana podłoga, ale widzę też nowe biurko i komputer, ciekawe czy ma dostęp do Internetu… ciekawe czy tu jest wi-fi ! Trochę czasu zajęło mi rozpakowywanie się i kiedy zawołał mnie Charlie byłam naprawdę głodna.
- Jutro pójdziesz do szkoły, zapisałem cię już do miejscowego liceum – Powiedział tata między kęsami pizzy
- Super
Tylko na tyle mnie stać. Trochę się boję pierwszego dnia w nowej szkole nikogo tam nie znam a mój jedyny kumpel Jacob uczy się chyba w szkole w La Push, indiańskim rezerwacie… Położyłam się spać dość wcześnie, bo wiem że jutro będzie ciężki dzień, ale i tak długo nie mogę zasnąć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział przy nudny... ale to dopiero wstęp, w drugim będzie ciekawiej. Proszę o komentarze :)
Merida
"Bello pamiętaj, nie musisz tego robić" mówiła mi chyba ze sto razy kiedy wyjeżdżałam. Teraz jadę policyjnym radiowozem mojego taty do swojego nowego domu. Charlie i ja właściwie nie wiele rozmawiamy w trakcie drogi, głównie to pyta mnie o samopoczucie, jak minął lot itp.
- Bells mam dla ciebie prezent.- powiedział Charlie kiedy wyszliśmy z radiowozu na podwórko.- Tylko zamknij oczy.
Co mam do stracenia. Zamykam więc oczy, ale Charlie dla pewności zawiązuje je chustą. Czuję że idę po betonie a kiedy tata otwiera drzwi czuję charakterystyczny zapach benzyny i już wiem jaki to prezent. Tata zdejmuje chustę i widzę samochód nie najnowszy ale samochód. Skąd wziął na niego pieniądze?! Mam nadzieję nie wziął kredytu !
- Dziękuję... nie trzeba było...
- Daj spokój, przecież nie będę cię woził do szkoły radiowozem, a poza tym większość dzieciaków ma swoje samochody więc czemu ty masz być gorsza. - Przerwał mi tata
- Ale...
- Już wszystko załatwione zwrotów nie ma.
- Nie zadłużyłeś się prawda ? – Rzuciłam groźnie
- Nie. Odkupiłem go od Billego
- Dziękuję. – Rzuciłam się ba szyję dla Charliego.
- Przestań bo mnie udusisz Bells.
Razem weszliśmy do domu i od razu widzę że nic się nie zmieniło od mojej poprzedniej wizyty.
-Kupiłem pizzę zaraz ją wstawię do piekarnika, wytrzymasz 10 minut ?
- Wytrzymam
- Twój pokój jest tam gdzie zawsze, dasz radę wnieść sama swoje bagaże? Bo jak ja odejdę od piekarnika to nie będziemy jeść pizzy tylko węgiel.
- Dam sobie radę
Nie mam dużo bagażu, głównie ciuchy ale i tak robię dwa kursy po schodach. Mój pokój jest taki jak zapamiętałam błękitne ściany drewniana podłoga, ale widzę też nowe biurko i komputer, ciekawe czy ma dostęp do Internetu… ciekawe czy tu jest wi-fi ! Trochę czasu zajęło mi rozpakowywanie się i kiedy zawołał mnie Charlie byłam naprawdę głodna.
- Jutro pójdziesz do szkoły, zapisałem cię już do miejscowego liceum – Powiedział tata między kęsami pizzy
- Super
Tylko na tyle mnie stać. Trochę się boję pierwszego dnia w nowej szkole nikogo tam nie znam a mój jedyny kumpel Jacob uczy się chyba w szkole w La Push, indiańskim rezerwacie… Położyłam się spać dość wcześnie, bo wiem że jutro będzie ciężki dzień, ale i tak długo nie mogę zasnąć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział przy nudny... ale to dopiero wstęp, w drugim będzie ciekawiej. Proszę o komentarze :)
Merida
Cześć !!
Hejj ! To mój pierwszy blog i będzie opowiadać o losach Belli Swan i Edwarda Cullena, będzie trochę inny niż większość blogów o tej parze, bo pomyślałam kiedyś co by było gdyby...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)