Dzień jednak nie zapowiadał się dobrze. Wstałam o siódmej obudzona dudnieniem deszczu. Może do wieczora się rozpogodzi... może. W tej chwili siedzę na krześle, słucham muzyki i patrzę za okno. Szaro, zimno i pada deszcz. Szanse że ognisko się odbędzie są raczej zerowe. Niestety. Do pokoju wszedł Charlie.
- Cześć - powiedział Charlie i zdjął mi słuchawki
- Cześć - odpowiedziałam smutnym głosem
- Co ty taka smutna ?
- Jest okropna pogoda - westchnęłam
- W Forks często pada.
- Jest szansa że dzisiaj się rozpogodzi ? - zapytałam z nadzieją
- Raczej nie.
- Aha
Spojrzałam na zegarek jest dziewiąta.
- Nie powinieneś być w pracy ?
- Idę wieczorem
Chciałam coś powiedzieć ale rozległ się dzwonek do drzwi i Charlie odszedł. Kiedy przechodził obok drzwi zapytałam się kto to był.
- Listonosz, przyniósł rachunki.
Do południa byłam zajęta czytaniem książki, po obiedzie oglądałam telewizję. Podczas kolejnej tandetnej telenoweli którą z nudów zaczęłam oglądać rozdzwonił się telefon. Charlie po chwili przyszedł do mnie ze słuchawką w ręku
- To do ciebie
Wzięłam od niego słuchawkę
- Halo
- Cześć Bella to ja Alice
- Hej Alice
- Dzwonię przypomnieć ci o imprezie
- Przecież to nie pogoda na ognisko
- Może do wieczora się rozpogodzi, a jak nie to wymyślimy coś innego... może piżama party...
- Alice...
- Wieczorem zadzwonię z konkretami, cześć
Rozłączyła się.
- Kto to był - zapytał tata
- Alice
- Jaka Alice?
- Cullen
- Cullen ?
- No tak.
- Czego chciała ?
- Nie ważne
- Mam trochę ryb do wypatroszenia, pomożesz mi ?
- Dobra- powiedziałam bez entuzjazmu
Teraz jestem tylko ja, Charlie i ryby. Powoli się rozpogadzało. O 17 zadzwonił telefon. Oczywiście to Alice.
- Wiec tak, będzie ognisko a potem nocowanie co ty na to ?
- Poczekaj.
Poszłam do pokoju w którym tata oglądał mecz.
- Mogę nocować u Cullenów.
- Co?
- Bo wiesz zaprosili mnie na imprezę i po tej imprezie wszyscy u nich nocują
- Kto tam będzie ?
- Cullenowie, Haleowie, Lucas Lightwood, Camila Hathaway, Adam Melrose i Sarah Melbourne
- Możesz iść
- Będę - powiedziałam do słuchawki
- Super
- Czekamy - Usłyszałam głos Emmeta w słuchawce.
Rozłączyłam i pobiegłam na górę się pakować. O 18:45 wsiadłam do samochodu i zgodnie z udzielonymi mi wcześnie przez tatę wskazówkami ruszyłam do Cullenów. Mieszkali na końcu Forks praktycznie w lesie. Kiedy wjechałam na podjazd podbiegła do mnie dziewczyna około 14 lat o bardzo długich brązowych włosach i dużych zielonych oczach.
- Bella tak ?
- Tak
- Jestem Bree Cullen
Bree zaprowadziła mnie na koniec podwórka skąd było bardzo blisko do lasu. Emmet i Jasper próbowali rozpalić ognisko, Edward rozmawiał z Adamem i Lucasem. Rosalie, Sarah i Camila stroiły gitarę. W tej chwili podeszła do mnie Alice
- Bella chodź, pomożesz nam
________________________________________________________
Rozdział miał być wczoraj ale nie zdążyłam go skończyć, miał być dłuższy ale jest jaki jest, po prostu mam mniej czasu. Rozdziały będą w poniedziałki najpóźniej we wtorki. Bardzo proszę o komentarze, chociaż 1 albo 2 ( więcej też można :D ).
czekam na dalsze rozdziały. Nie mogę się doczekać jak Bella i Edward będą razem
OdpowiedzUsuń