poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 8

  Przy moim domu stał duży samochód. Charlie wykłócał się z dwoma mężczyznami. Podeszłam i usłyszałam tylko strzęp rozmowy:
- Panie Swan za długo już pan to ciągnie. - powiedział pierwszy mężczyzna, był wysoki i dobrze zbudowany.
- Dajcie mi jeszcze tydzień, Stan... - błagał tata.
- Charlie wiesz że już nie mogę. - odezwał się drugi facet, niejaki Stan.
- Tylko tydzień...
- Niestety dzisiaj musimy zrobić to za co nam płacą. - Przerwał mu pierwszy mężczyzna i przepychając się wszedł do środka, a za nim wszedł Stan.
Obserwowałam to wszystko ze szczytu schodów. Mężczyźni zaczęli wynosić telewizor. Musiałam natychmiast porozmawiać z tatą.
- Co się dzieję ? - zapytałam go.
- Oh, Bello... - zrobił pauzę - zadłużyłem się na dużą kwotę jakiś czas temu. Spłaciłem jej część ale to nadal za mało, odsetki rosną... - widać że był załamany.
- Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej ?
- Nie chciałem cię martwić, wydawałaś się taka szczęśliwa nie chciałem tego psuć.
- Tato... - przytuliłam go mocno.
Podszedł do nas Stan:
- Charlie, to nie wystarczy do spłacenia długu, wiesz jakie masz możliwości. - powiedział poważnym głosem. - Masz jeszcze trzy tygodnie.
Mężczyźni wsiedli do swojego czarnego samochodu i odjechali.
- Co teraz będzie ?
_______________________________________________________
Rozdział krótki, mam coraz mniej wolnego czasu więc nie mogę obiecać że rozdziały będą dodawane regularnie. Proszę o Wasze opinie :).

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 7

   Z Cullenami przyjaźnię się już dwa miesiące. Nawet nie marzyłam o tym że będę częścią jakiejś paczki. Dzisiaj był chłodny listopadowy dzień. Nowość dla mnie wychowanej w upałach Arizony. Musiała kupić sobie wiele ciepłych ubrań przez co zostało mi mało kasy. Charlie ostatnio zachowywał się dziwnie, już nie tylko całe dnie i noce spędzał w pracy, był nieustannie podenerwowany, było widać że czymś się martwi. Kiedy tylko próbowałam z nim o tym porozmawiać zbywał mnie albo wykręcał się na 1000 sposobów.
   Dzisiaj na lekcji wdż mieliśmy napisać gdzie chcielibyśmy pojechać na wycieczkę. Niestety to nauczycielka dobierała w grupy i zostałam w grupie tylko z Alice. W naszej grupie byli jeszcze 3 chłopcy David, Camill i Martin. Zaczęliśmy pisać bez ładu i składu, każdy coś dorzucił. Potem nadeszło najtrudniejsze... kto czyta.
- Ja pisałam - powiedziała Alice
- Dlatego przeczytasz - sprzeczał się z nią David
- Dobra to wyliczanka - zaproponował Camill
Po kilku wyliczankach Martin zaczął grać nie czysto:
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć... Bella !
 - Jedenaście, dwanaście, trzynaście, czternaście, Martin - kontynuował David
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra koniec- ogłosiła nauczycielka
Wszyscy zaczęli czytać swoje prace. U nas skazaną na czytanie okazała się Alice.
- Podeszliście do tego bardzo realistycznie. - powiedziała nauczycielka
- Może tamta klasa będzie miała ciekawsze pomysły. - Skwitował Adam
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
- Ustawcie się pod szkołą dzisiaj mamy sprzątać las. - Przekrzykiwała tłum nauczycielka.

----W LESIE----
- Który to już worek ? - zapytałam.
Las był bardzo zaśmiecony. Chłopcy wynosili odkurzacze, zabawki, komputery... i inne niezidentyfikowane przedmioty.
- Szósty - Odpowiedział Eric.
Sześć worków. Uff.
- Ej !! Patrzcie wąż !! - Krzyknął Mike ze żmiją w dłoni.
Ja i inne dziewczyny odbiegłyśmy od niego z krzykiem.
- Hahah, nie bójcie się jest martwy - Powiedział wrzucając go do worka. No, oprócz tego węża nic straszniejszego nas nie spotkało.


   Po szkole umówiłam się z naszą paczką na siłownie, ale kiedy tam dotarłam nie było Cami ani Lucasa. Wśród moich przyjaciół stał młody chłopak około 14 lat, chyba Meksykanin.
- Cześć Bella, to Diego Gonzalez, mój chłopak - przedstawiła nas sobie Bree.
- Miło poznać - przywitałam się
- Wzajemnie - odpowiedział
- Cami i Lucasa nie będzie - powiedziała Sarah, która przyjechała przed chwilą z Adamem w interesującym samochodzie. Chyba powoli podchodzi pod zabytek.
- Coś się stało - Zapytała Rose
- Cami pojechała do dziadków a Lucas ma grypę.
Poszliśmy w głąb siłowni. Emmet podnosił sztangi a Eddie był widownią. Uśmiechnął się na mój widok, kiedy tylko na niego spojrzałam zaparło mi dech w piersiach, chciałam jego bliskości, chciałam być przy nim już na zawsze. Po chwili czar prysł. Czemu tak o nim myślałam ? To przecież mój przyjaciel. Na razie, szepnął głos w mojej głowie.
- Adam wsiadasz na rower - zarządziła Alice
- Czemu ? - zapytał Adam
- Bo wszystko inne jest już zajęte - Powiedziała pokazując na resztę którzy zaczęli ćwiczyć już na różnych sprzętach.
Usiadłam obok Edwarda
- Czemy Bella nie ćwiczy ? - zapytał Alice z wyrzutem Adam
- Bella nie ma, ochoty a poza tym ktoś musi zabawiać Eddiego - odpowiedziała Alice
- Wielkie dzięki siostra - powiedział sarkastycznie Ed
- Nie ma za co, ja też z wami posiedzę i popodziwiam - powiedziała patrząc na Jaspera.
Siedziałam obok Eddiego, nie wiem czemu czułam się dziwnie skrępowana on chyba też, unikaliśmy się siebie wzrokiem. Siedzieliśmy tak kilkanaście minut. Nagle Alice krzyknęła:
- Adam co ty robisz ?
Adam siedział na rowerze pochylony do przodu i oczywiście nie pedałował.
- Zjeżdżam z górki - odpowiedział wesoło.
Nie mogliśmy się nie zaśmiać. Ze śmiechu Emmet upuścił podnoszoną sztangę i wszyscy musieliśmy biec mu na ratunek. Na prawdę nie było lekko. Wracaliśmy roześmiani samochodem Sarah bo oczywiście reszta była na piechotę. Nie wiem jak się tam zmieściliśmy w 10 osób ale udało się. Kiedy Sarah wjechała na podjazd po otworzeniu drzwi dosłownie wypadliśmy z samochodu.
Weszliśmy do domu Diega był mały ale przytulny i pięknie urządzony. W salonie siedzieli jego rodzice. Ojciec wysoki i siwy a mama niska i czarnowłosa. Było widać że są z Meksyku.
- Przeprowadziłeś kolegów ! - Jego mama wstała i z szerokim uśmiechem przywitała się z nami - Miło cię widzieć Bree. Ten chłopczyk to twój brat ? - Powiedziała patrząc na Eddiego. Śmiesznie to zabrzmiało.
- Tak to Eddie, a to mój drugi brat Emmet i siostra Alice.
- Was już znam - powiedziała kiwając na Hale`ów i Adama i Sarah - A ty to pewnie córka Charliego, Bella ?
- Tak prosze pani.
- Jesteś taka podobna do... w sumie do obojga rodziców.
- Dziękuję.
Poszliśmy za Diegiem na górę.
- Przyniosę wam kanapki.- oświadczyła mama Diega.
- Mamo nie...
- Przyniosę kanapki.- przerwała mu i poszła do kuchni.
Weszliśmy do pokoju Diega. Ściany były pomalowane na ciemny pomarańcz. Na parapecie stały kaktusy a ściany i meble były obklejone plakatami. Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kiedy przyszła pani Gonzalez, Diego oblał się rumieńcem. Oczywiście dzięki chłopcom kanapek nie było po 5 minutach.
_______________________________________________________

Wiem, wiem rozdział niezbyt udany :( .




 

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 6

Nie będę wam opisywać początku bo zawsze ciekawiej jest poźniej ;)
Będą tu filmiki z YouTube.

W FILMIKACH CHODZI O TEKSTY PIOSENEK  !!!!
_______________________________________________________

- E-ddie ! E-ddie ! E-ddie ! - krzyczeliśmy wszyscy
Siedzieliśmy przy ognisku. Było już ciemno a ognisko i noc stwarzały świetną atmosferę. Teraz gitara zawędrowała do Eda i potrzebował sporej zachęty żeby zacząć śpiewać.
- Co mam zaśpiewać ? - wydukał czerwony jak burak
- Cokolwiek ! - Wykrzyczał Emmet
- Dajesz ! - Wykrzyknęliśmy
Do Eda podeszła Bree i wyszeptała mu coś na ucho. Edward wziął gitarę i zaczął śpiewać



Zamurowało nas. Na początku był trochę zawstydzony ale z każdym słowem czuł się pewniej i było widać że lubi śpiewać. Kiedy skończył zaczęliśmy bić brawo.
- Mówiłam że dasz radę - Przytuliła go Bree.
Nie wiem czemu ale poczułam się zazdrosna.
- To co bis - Zapytałam, nie lubię śpiewać publicznie, co innego pod prysznicem
- Coś ty, teraz twoja kolej - podał mi gitarę
- Nie, masz piękny głos zaśpiewaj jeszcze raz - Próbuję się wykręcić
- Teraz ty
- Ale ja nie umiem - Tak, ale kłamać
- Zaraz się przekonamy
Biorę gitarę, parę wdechów, pewnie wyglądam jak pomidor... i zaczynam



Poszło mi całkiem nieźle.
- I ty mówisz że nie umiesz śpiewać kłamco ! - Oskarżycielsko powiedział Adam. Wiem że żartuje.
- W porównaniu z Eddiem to nic - mówię
- Coś ty ! Moglibyście stworzyć duet - Stwierdziła Camilla
W tym momencie Ed się rozkaszlał
- Chodźmy już do domu - powiedziała zmartwiona stanem brata Alice
Wszyscy wstaliśmy. Wiemy że lepiej dla Eddiego będzie jeśli teraz wejdziemy do domu. Emmet bierze wiadro wody i wylewa ją na ognisko. Tak gdzie przed chwilą był ogień zostało tylko kilka zwęglonych kawałków drewna. Weszliśmy do środka. Mieli przytulny dom, w salonie stał duży telewizor który czekał aż ktoś go włączy.
- Może coś obejrzymy ? - Zaproponował Lucas
Siadam na kanapie obok Eda który łykał właśnie tabletki. Obok nas siedzą Adam i Sarah. Bree, Cami i Luke siedzieli na podłodze. Jasper w fotelu z Alice na kolanach a Emmet tak samo tylko że z Rose.
- To co oglądamy ? - zapytałam
Cisza
- Annabelle - Stwierdził Emmet
Kiedy już sięgał po pilot wszystkie wykrzyknęłyśmy:
- NIE !
- Kto ma pilot ten ma władzę
- No weź przestań - powiedziała Alice
- Ostatnim razem była komedia romantyczna to tym razem będzie horror.- Uciął Emmet
Nienawidzę horrorów, szczególnie kukły mnie przerażają. Zaczęliśmy oglądać. Na początku oglądałam normalnie, potem stwierdziłam że zamknę oczy. Niestety otworzyłam je w takim momencie że z krzykiem wskoczyłam na kolana Edwarda i mocno go objęłam. Czułam na sobie spojrzenia przyjaciół, już chciałam zejść kiedy spojrzałam na telewizor i uczepiłam się Eda jeszcze mocniej.
- Możesz tak zostać, nie przeszkadza mi to. - powiedział czule
Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
- Mam tego dość, wy sobie oglądajcie ja idę. - rzuciła Bree
- Poczekaj idę z tobą - ruszyłam za nią
- Tchórze !! - wykrzyczał za nami Emmet
Poszłam za Bree po schodach na górę do jej pokoju. Pokój nie był duży, ściany na których wisiały białe lampki choinkowe były pomalowane na ciemny brąz. Na drewnianej podłodze leżał kremowy puszysty dywan. W pokoju stało jeszcze biurko na którym stał laptop i szafa z ciemnego drewna. Usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się że mamy z Bree wspólne zainteresowania.
- Wiesz, podobasz się Eddiemu - rzuciła niespodziewanie Bree
Zarumieniłam się.
- Nie żartuję przy tobie jest taki... inny. - Zrobiła pauze - Kiedy 3 lata temu się tu wprowadziliśmy, Ed był w opłakanym stanie, pierwszy miesiąc przeleżał w łóżku, przypięty do kroplówki... bez chęci do życia. Potem zaczął chodzić do szkoły, polepszyło mu się ale był... nie wiem jak to powiedzieć... bez nadziei?  zrozpaczony ? pusty ?... tego nie da się wyrazić słowami... . I tam w szkole spotkał Adama, szkolnego rozrabiakę - uśmiechnęła się - I wtedy wydawało się że wszystko wróciło do normy ale jednak nie, Adam rozbawiał go, dobrze się przy nim czuł ale dopiero teraz jak spotkał ciebie jest całkowicie sobą.
Zaskoczyła mnie tymi słowami.
- Bree jak... - zaczęłam ale w tym momencie do pokoju weszła reszta.
- Już skończyliście oglądać ?
- No tak, i chyba dzisiaj nie zasnę - powiedziała Rose
- A ja wyrzucę wszystkie marionetki - dodała Cami
- Już nigdy horrorów - powiedział Edward i padł obok mnie na łóżko.
- To co robimy ? - zapytała się Bree
- Gramy w butelkę ! - do pokoju weszła Alice z pustą butelką po coli.

- Jaką butelkę ? - zapytał Lucas
- Całowaną oczywiście - odpowiedziała Alice
Wszyscy usiedliśmy w kółko.
- Bree grasz ? - zapytała Rose
- Sama nie wiem...
- Siadaj, nic ci się nie stanie - powiedział przyjaźnie Adam.
Kiedy Bree dołączyła zaczęliśmy grać. Pierwszy kręcił Adam i padło na Emmeta.
- Jego nie pocałuje. - stanowczo powiedział Adam
- Jak ktoś wylosuje osobę tej samej płci albo z rodziny to całus przechodzi na lewo od tej osoby. - oświadczył Jasper.
Dla Adama ulżyło, z lewej strony Emmeta siedziała Sarah.
- No chodź - zachęcił ją
I po chwili całowali się tak że musieliśmy ich rozdzielać.
- Bella teraz ty kręcisz
Wzięłam butelkę i zakręciłam nią. Padło na Edwarda. Zarumieniłam się, Ed też. Wszyscy patrzyli na nas z entuzjazmem. Już mieliśmy się pocałować kiedy wszedł tata Eda. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.
- Kończcie, już 1 w nocy. - oznajmił tonem którego nie można było zlekceważyć i wyszedł.
Zaczęliśmy chichotać.
- No dobra trzeba się kłaść - Wstał Jasper
- Sarah śpi ze mną - powiedział z uśmiechem na ustach Adam
- Dobra możesz z nią spać, ale jakby co to chcę być ojcem chrzestnym. - Rzucił Eddie.
Wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem
- Dobra to jak śpimy ? - zapytała Rose

- Bella i Sarah śpią ze mną - wyrzuciła jak z karabinu Bree
- Dobra więc, Rose i Cami śpicie u mnie - powiedziała Alice
- Adam zapraszam - powiedział Eddie
- Jasper, Luke ja was przygarnę - powiedział Emmet
- Jak zapalisz w moim pokoju to cię wyrzucę - ostrzegł Adama Edward.
Wszyscy wyszli, zostałyśmy tylko we trzy.
- To jak śpimy ? - zapytała Sarah
- Łóżko jest wystarczająco duże, zmieścimy się we trzy - stwierdziła Bree
Przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy do łóżka. Bree miała racje zmieściłyśmy się, ale było ciasno. Zasnęłyśmy po kilku minutach.

_______________________________________________________
Proszę o komentarze :)








wtorek, 8 września 2015

Rozdział 5

Dzień jednak nie zapowiadał się dobrze. Wstałam o siódmej obudzona dudnieniem deszczu. Może do wieczora się rozpogodzi... może. W tej chwili siedzę na krześle, słucham muzyki i patrzę za okno. Szaro, zimno i pada deszcz. Szanse że ognisko się odbędzie są raczej zerowe. Niestety. Do pokoju wszedł Charlie.
- Cześć - powiedział Charlie i zdjął mi słuchawki
- Cześć - odpowiedziałam smutnym głosem
- Co ty taka smutna ?
- Jest okropna pogoda - westchnęłam
- W Forks często pada.
- Jest szansa że dzisiaj się rozpogodzi ? - zapytałam z nadzieją
- Raczej nie.
- Aha
Spojrzałam na zegarek jest dziewiąta.
- Nie powinieneś być w pracy ?
- Idę wieczorem
Chciałam coś powiedzieć ale rozległ się dzwonek do drzwi i Charlie odszedł. Kiedy przechodził obok drzwi zapytałam się kto to był.
- Listonosz, przyniósł rachunki.
Do południa byłam zajęta czytaniem książki, po obiedzie oglądałam telewizję. Podczas kolejnej tandetnej telenoweli którą z nudów zaczęłam oglądać rozdzwonił się telefon. Charlie po chwili przyszedł do mnie ze słuchawką w ręku
- To do ciebie
Wzięłam od niego słuchawkę
- Halo
- Cześć Bella to ja Alice
- Hej Alice
- Dzwonię przypomnieć ci o imprezie
- Przecież to nie pogoda na ognisko
- Może do wieczora się rozpogodzi, a jak nie to wymyślimy coś innego... może piżama party...
- Alice...
- Wieczorem zadzwonię z konkretami, cześć
Rozłączyła się.
- Kto to był - zapytał tata
- Alice
- Jaka Alice?
- Cullen
- Cullen ?
- No tak.
- Czego chciała ?
- Nie ważne
- Mam trochę ryb do wypatroszenia, pomożesz mi ?
- Dobra- powiedziałam bez entuzjazmu
Teraz jestem tylko ja, Charlie i ryby. Powoli się rozpogadzało. O 17 zadzwonił telefon. Oczywiście to Alice.
- Wiec tak, będzie ognisko a potem nocowanie co ty na to ?
- Poczekaj.
Poszłam do pokoju w którym tata oglądał mecz.
- Mogę nocować u Cullenów.
- Co?
- Bo wiesz zaprosili mnie na imprezę i po tej imprezie wszyscy u nich nocują
- Kto tam będzie ?
- Cullenowie, Haleowie, Lucas Lightwood, Camila Hathaway, Adam Melrose i Sarah Melbourne
- Możesz iść
- Będę - powiedziałam do słuchawki
- Super
- Czekamy - Usłyszałam głos Emmeta w słuchawce.
Rozłączyłam i pobiegłam na górę się pakować. O 18:45 wsiadłam do samochodu i zgodnie z udzielonymi mi wcześnie przez tatę wskazówkami ruszyłam do Cullenów. Mieszkali na końcu Forks praktycznie w lesie. Kiedy wjechałam na podjazd podbiegła do mnie dziewczyna około 14 lat o bardzo długich brązowych włosach i dużych zielonych oczach.
- Bella tak ?
- Tak
- Jestem Bree Cullen
Bree zaprowadziła mnie na koniec podwórka skąd było bardzo blisko do lasu. Emmet i Jasper próbowali rozpalić ognisko, Edward rozmawiał z Adamem i Lucasem. Rosalie, Sarah i Camila stroiły gitarę. W tej chwili podeszła do mnie Alice
- Bella chodź, pomożesz nam
________________________________________________________
Rozdział miał być wczoraj ale nie zdążyłam go skończyć, miał być dłuższy ale jest jaki jest, po prostu mam mniej czasu. Rozdziały będą w poniedziałki najpóźniej we wtorki. Bardzo proszę o komentarze, chociaż 1 albo 2 ( więcej też można :D ).