środa, 20 lipca 2016

Rozdział 13

                                         
   Stałam w lesie przy jeziorze w którym odbijał się blask księżyca. Wszystko wokół pokrywała mgła, srebrna mgła, nie wiem czemu ale miałam wrażenie że już tu kiedyś byłam. Nagle z lasu zaczęły wynurzać się cienie. Otoczyły mnie. Nie mogłam złapać powietrza. Wszystkie rzuciły się na mnie raniąc skórę i rwąc ubranie. Krzyczałam, wołałam o pomoc ale nic to nie dawało. Czułam coraz większy ból. Nagle usłyszałam huk wystrzału. Wszystkie cienie rzuciły się do panicznej ucieczki tratując mnie po drodze. Ludzie z błyszczącymi ostrzami w dłoniach, którzy wyłonili się z lasu w zwartym szeregu, ruszyli za nimi w pogoń. Ja leżałam na zimnej trawie, powoli się wykrwawiając. Jeden z wybawicieli ukucnął przede mną. Jego twarz rozmazywała się ilekroć na nią patrzyłam, ale miałam jakieś dziwne wrażenie że już ją gdzieś widziałam.
- To już się zaczęło...  musisz się obudzić. - Powiedział oddalającym się głosem, który niczym echo pobrzmiewał w mojej głowie, stopniowo cichnąc.

   Obudziłam się zlana potem. Wszystko mnie bolało a na ciele miałam liczne zadrapania. Cały czas słyszałam słowa tajemniczej postaci:  Już się zaczęło. Ale co się zaczęło ? Czułam że powinnam wiedzieć. Szybko ubrałam się i wybiegłam z domu. Nie wiem, dlaczego biegłam, nogi same niosły mnie do celu. Zatrzymałam się przed wielkim domem. Ogrodzenie było wysokie na około trzy metry. Zastanawiałam się kto może tu mieszkać. Jednak nie zadzwoniła do drzwi, tylko pobiegłam dalej. Zboczyłam z drogi i wbiegłam na leśną ścieżkę, której też nie trzymałam się długo. Zanim się zorientowałam ścieżka zniknęła, a ja manewrowałam pośród kolczastych krzaków i pni drzew. Czym głębiej zagłębiałam się w las, tym drzewa zasłaniały coraz to większą część nieba. Wybudziłam się z transu kiedy byłam już głęboko w lesie. Spanikowałam. Nie wiedziałam gdzie jestem. Wiele godzin zajęło mi znalezienie ścieżki pośród bujnej roślinności. Długo szłam ledwo widoczną dróżką, aż w końcu znalazłam mały drewniany domek. Zatrzymałam się i przyglądałam budynkowi. Coś mi w nim nie pasowało. Nagle z jego wnętrza wydobył się przerażający krzyk. To wystarczyło żeby mój organizm zareagował i włączył się instynkt samozachowawczy. Odwróciłam się na pięcie i pędem pognałam przez las nie patrząc na to co jest przede mną. Czułam że ktoś biegnie za mną. Słyszałam to. Biegłam ile sił w nogach. Wywracałam się, wstawałam i biegłam dalej. W końcu zobaczyłam wyjście z lasu i przyśpieszyłam jeszcze bardziej. Obolałe nogi już odmawiały mi posłuszeństwa, ale ja i tak walczyłam z nimi o każdy kolejny krok. Wbiegłam na szosę. Zobaczyłam tylko światło i usłyszałam ogłuszający dźwięk klaksonu.
Potem była tylko ciemność...

______________________________________________________
Nie wiem czy funfiction będzie kontynuowane. Ten rozdział może być ostatnim.  Dość sporo się męczyłam z napisaniem go, wiem że jest o wiele za krótki, w ogóle nie wiedziałam czy go kiedykolwiek opublikuje. Jeśli będę nadal tu pisać postaram się aby rozdziały były dłuższe. Przepraszam że tak długo czekaliście.