sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 12 - Aktualny

To aktualna wersja, przez przypadek dodałam nie poprawiony rozdział i niestety zorientowałam się dopiero teraz.
 _______________________________________________________
                                         
                                        ~Bella~
 
  Weszłam do sali spodziewając się jak zwykle śpiącego Eda, ale zobaczyłam to o czym marzyłam od pięciu dni. Edward był całkiem przytomny i rozmawiał z Adamem. Zamurowało mnie, nie mogłam się poruszyć dopóki Eddie nie wypowiedział mojego imienia. Nie wyglądał dobrze, nadal był blady i raczej mizerny, ale piękny uśmiech na jego twarzy sprawił że motyle zawirowały mi w brzuchu.
- Eddie - rzuciłam się w jego stronę ale Adam złapał mnie i przytrzymał.
- Uważaj księżniczko bo zmiażdżysz śpiącego królewicza - Na ustach miał wredny uśmieszek.
Usłyszałam dzwonek telefonu, Adam mnie puścił, wyjął telefon, zerknął na wyświetlacz. Jego twarz spoważniała, nie mogłam odczytaj pozostałych emocji, ale to chyba było coś ważnego, może mi się wydawało ale zauważyłam że był lekko przerażony. Pewnie to moja wyobraźnia. Adam z pośpiechem skierował się ku drzwiom.
- Zostawię was samych, ale nie martwcie się, wrócę. - dodał na odchodnym.
Nastała krępująca cisza. Nie wiedziałam jak ją przerwać. Już nie myślałam o tajemniczym telefonie. W pewnym momencie Ed z wahaniem dotknął mojej dłoni. Zaskoczył mnie i wyraźnie czekał na moją reakcję. Niepewnie odwzajemniłam uścisk i posłałam mu swój uśmiech.
- I nie strasz mnie tak więcej. - to były jedyne słowa które przyszły mi w tej chwili do głowy.
 
                        -----Dwa tygodnie później-----
                                     ---Edward---
 
  Właśnie spadł pierwszy śnieg. W tym roku wyjątkowo późno zaczęła się zima. Wpatrywałem się w okno w salonie, był już wieczór a w kominku wesoło trzaskał ogień. Chyba mnie jednemu w tym domu nie było do śmiechu. Nauczycielom odbiło, myślą że jak będą masowo robić sprawdziany przed feriami to poprawimy średnią. Eh.. tak na pewno, już prędzej mi się obniży niż podwyższy.
- Co masz taką ponurą minę ? Uśmiechnij się ! - Podeszła do mnie Bree i palcami próbowała ułożyć uśmiech na mojej twarzy. - Jest pięknie więc nie myśl że pozwolę ci siedzieć z taką miną.
Bree była chyba najbardziej uśmiechniętą osobą w tym domu. Uwielbiała zimę, a śnieg wywołał u niej stan euforii.
- Łatwo ci mówić, ty nie masz samych sprawdzianów - Powiedziałem zrezygnowanym głosem.
- Ferie już się zaczęły geniuszu - Roześmiała się. A mi szczenna opadła chyba aż to podłogi. - zamknij buzię bo ci mucha wleci - śmiejąc się zajęła na kanapie obok mnie. - powiedz co ty byś beze mnie zrobił.
- Zakuwałbym na śmierć
- Tak myślałam kujonie
Z mojego rodzeństwa to z Bree byłem najbliżej. Od zawsze było wiadomo że Alice trzyma się z Emmetem, a Bree ze mną.
- Jutro urządzimy bitwę na śnieżki - ciszę przerwała Bree.
- Ymm.. co ?
- Oh, Eddie, chyba poproszę tatę żeby zbadał ci słuch, teraz uważaj. Jutro. Będzie. Ubaw ! Zrozumiałeś ? - Uśmiech Bree stawał się coraz szerszy.
- Odbiór - potwierdziłem.
Wybuchliśmy nieopanowanym śmiechem. Po kilku chwilach Bree była już na podłodze.
- Trzeba będzie zwołać ekipę. - Oświadczyła Bree
- Tak, o ile nigdzie nie wyjeżdżają
- Bella wyjeżdża do swojej mamy ?
- Nie wiem...
- Ale za to na pewno będzie Adam - Dodała - A z nim na pewno będzie wesoło
- Nie da się zaprzeczyć.
Siedzieliśmy jeszcze długo przed kominkiem, ciepło płomieni muskało mnie po twarzy, zasypiając wiedziałem tylko jedno, jutro będzie ciekawy dzień.
_______________________________________________________
Przepraszam że rozdział jest dodany po tak długiej przerwie, ja sama jak zobaczyłam że to prawie miesiąc lekko się przeraziłam. W każdym razie rozdział jest, trochę krótki ale postaram się żeby następny był już dłuższy i porządniejszy bo jak wiecie niedługo będą ferie i będzie więcej czasu na pisanie. Ostatnio przeprowadziłam ankietę, ankieta było po to żeby zobaczyć czy by Wam się spodobało gdybym dodała coś paranormalnego, jednak nie obiecuję że to zrobię. Więc to na razie wszystko :)

1 komentarz: