--- Edward ---
Bella od pewnego czasu dziwnie się zachowuje. Nie może mi się wydawać bo Alice i Emmet też tak mówią. W szkole jest nieobecna, nie, jest ale nie myślami. Widać że się martwi, a jak ona się martwi to martwię się i ja. Dzisiaj było tak samo, Bella wpada na Adama, w sumie nie powinienem się dziwić ale przed Adamem była reszta szkoły. Teraz ja, Alice i Emmet rozmawialiśmy o wydarzeniu które ma organizować samorząd, nikt nie wie co to będzie. Bella też z nami "rozmawiała".
- Halo! Ziemia do Belli. - Alice pomachała jej ręką przed oczami.
Zamrugała i chyba dopiero zdała sobie sprawę że z nią rozmawiamy, a raczej próbujemy.
- Co ? Przepraszam zamyśliłam się.
- Zamyśliłaś się ? Nie myślałem że kiedyś to od ciebie usłyszę. Więc o czym tak myślałaś ? - Wtrącił Emmet.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią wyczekująco.
- Nie wasza sprawa ! - Zdenerwowała się i poszła w stronę stołówki.
Dobra to już nie dziwne, to niepokojące, coś się działo a Bella ewidentnie nie chcę nam powiedzieć co. Weszliśmy do stołówki. Przy naszym stoliku siedział już Haleowie, Adam i Sarah, ale Belli nie było.
- Hej wszystkim ! Ktoś wie czemu Bella siedzi z bandą Newtona ? - Zapytał Adam.
- CO !? - wszyscy z tym samym pytaniem na ustach spojrzeliśmy na stolik Newtona. Tam Bella normalnie rozmawiała, śmiała się i starannie starała się nie patrzeć w naszą stronę.
Nie mogłem uwierzyć ! Tylko raz się zapytaliśmy co się stało a ona już tam. Jakby nie wiem o co byśmy się zapytali. Zraniło mnie to. Czyżby nam nie ufała ? Nagle bardzo źle się poczułem, dawno nie było aż tak źle, ciemniało mi przed oczami.Wiedziałem że znowu się zaczyna.
~ Bella ~
Zdenerwowana weszłam do stołówki. Minęłam szerokim łukiem stolik Cullenów i usiadłam z Mikiem co wywołało powszechne zdziwienie.
- Bella. Co się stało że nas zaszczyciłaś. - Odezwała się jadowitym głosem Lauren.
- Nie mogę tak po prostu dosiąść się do przyjaciół ? - Odezwałam się jak najsłodszym głosikiem.
- A tamci ? - Zapytał podejrzliwie Mike.
- A tamci co ? - Zapytałam z irytacją w głosie
- No wiesz przez ostatni miesiąc z nimi przesiadywałaś. - Wtrąciła wyraźnie zaciekawiona Jessica.
- No to najwyższy czas żebym z wami posiedziała. - Odpowiedziałam.
Jakimś cudem udało nam się rozluźnić atmosferę i nawet zaczęliśmy żartować. Starałam się nie patrzeć w stronę Cullenów. Co nie było proste. W końcu nie wytrzymałam. Cała ich paczka była w szoku, kiedy tylko na nich spojrzałam odwrócili głowy... wszyscy oprócz Edwarda. Nie potrafiłam opisać jak na mnie patrzył, to było to spojrzenie które wywołuje wrzuty sumienia. Nagle zbladł, zaczął osuwać się na krześle. Cały ich stolik był w szoku, ale nie tak jak ja. Alice wyjęła telefon a Emmet i Adam przełożyli sobie ręce Eda przez ramię i szybkim krokiem, wręcz biegiem wszyscy wyszli ze stołówki.
- Na co patrzysz ? - Zapytał Eric.
- Muszę iść. - Powiedziałam szybko i wybiegłam ze stołówki.
Zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję a ja nadal pędziłam korytarzami żeby jak najszybciej dostać się na dziedziniec.Coraz wyraźniej słychać było syrenę pogotowia. Wybiegłam na dziedziniec i zamarłam. Zobaczyłam jak kilku ratowników wnosi na noszach do karetki nieprzytomnego Eda. Miałam w głowie tylko jedną myśl: jechać razem z nimi ! Już wsiadałam do karetki kiedy ratownik mnie zatrzymał.
- Tylko rodzina.
Próbowałam protestować lecz i tak to nic nie dało. Biegiem wsiadłam do swojego samochodu i jechałam tak szybko jak jeszcze nigdy w życiu.
_______________________________________________________
Dziękuję dla mojej koleżanki z której pomocą udało mi się skończyć ten rozdział :). Proszę o Wasze opinie :).
Hej =)
OdpowiedzUsuńNa wstępie przepraszam, że na trochę zniknęłam, ale w ostatnim czasie nie miałam na nic innego prócz studia i pisanie u siebie. Niemniej czytałam, czytam i zamierzam czytać, tym bardziej, że bardzo cieszy mnie to, że mój komentarz dał Ci do myślenia na tyle, byś zrezygnowała z systemu "komentarzowego" i pisała po prostu dla siebie.
Hm, ten rozdział mnie zaintrygował najbardziej ze wszystkich. Ale może od początku...
Trochę drażni mnie sposób opisu tego, co dzieje się w szkole Belli i Edwarda. Sprzątanie lasu, które przewinęło się kilka rozdziałów temu, było zbyt wielkim przeniesieniem Polskich realiów. Takie akcje miałam w podstawówce i gimnazjum, a to jednak szkoła średnia i prawie dorośli ludzie. Czasami chyba o tym zapominasz i serwujesz nam rodzinę wyrośniętych dzieciaków, w których nie ma za grosz dojrzałości. Naprawdę, jeśli na miejsce akcji wybierasz zagranicę i decydujesz się pisać o ludziach w określonym wieku, postaraj się przekazać to wiernie, bo niektóre nieścisłości rażą po oczach. =)
Ostatni rozdział był króciutki i właściwie nie mam pewności, jaką funkcję pełnił. Charlie ma długi? Okej, ciekawe, chociaż zabrakło mi trochę opisów i emocji. Niemniej nic dziwnego nie ma w tym, że Bella się martwi, aczkolwiek nie rozumiem jej dystansu względem Cullenow w tym konkretnym rozdziale. No i... to nie jest trochę dziecinne zachowanie? Zarówno jego, jak i ich? Trochę za wielkie "halo" bez powodu, aczkolwiek nieśmiertelne "domyśl się, dlaczego się boczę" jest bardzo kobiecym zachowaniem xD
Na koniec ta akcja z Edwardem... A to ci dopiero. Jest chory? Hm... Zastanawia mnie, jak pociągniesz ten wątek.
Na tę chwilę życzę weny, czasu i pomysłów. Czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam,
Nessa ;)
PS. Przy okazji zapraszam na kolejny rozdział na Alyssy, o ile dalej śledzisz to z moich opowiadań ^^